Komentarze giełdowe Sebastiana Buczka, Prezesa Zarządu Quercus TFI S.A.
Sebastian Buczek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
wtorek, 30 września 2014

Komentarz z 30.09.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Najbardziej zauważalną zmianą na rynkach finansowych w ostatnich miesiącach jest umocnienie kursu amerykańskiego dolara. W ciągu niecałych 5 miesięcy dolar zyskał blisko 10% w relacji do euro. Dlaczego? Zaostrzenie polityki pieniężnej przez Fed, przy jednoczesnym luzowaniu przez inne banki centralne, na czele z ECB powoduje gigantyczną realokację kapitału w kierunku dolara. Kontynuacja tej tendencji może mieć szereg implikacji dla rynków finansowych.

EUR_USD_1_rok
 
Przede wszystkim mocny dolar oznacza słabość cen surowców wyrażonych w amerykańskiej walucie. Widać to po zachowaniu ropy czy miedzi. Wyższe oprocentowanie w Stanach jest również poważnym wyzwaniem dla rynków wschodzących, szczególnie tych najbardziej wrażliwych. Ale dla nas ważniejsze są implikacje, jakie mocny dolar może powodować dla rynków akcji.

Po pierwsze amerykańskie akcje powinny raczej przestać drożeć. Dotyczy to w szczególności eksporterów. Przedsiębiorstwom za oceanem nie będzie sprzyjać również wzrost kosztu pieniądza. Dotyczy to spółek najbardziej zalewarowanych i mniejszych, mających trudniejszy dostęp do kapitału.

SPX_1_rok

Ewentualne perturbacje amerykańskich akcji nie pozostaną niezauważone przez inwestorów działających w innych częściach globu. Szczególnie na rynkach wschodzących. Z drugiej jednak strony znaczące osłabienie euro powinno w dłuższym okresie zacząć sprzyjać słabej gospodarce unijnej, przykładowo niemieckim eksporterom.

A co dla polskich inwestorów oznacza silniejszy dolar? Pewnie podwyższoną nerwowość w spoglądaniu na to, co dzieje się w Nowym Jorku. Ponadto wyższe koszty dla wszystkich importerów dolarowych (a tych nie brakuje) i pewne korzyści dla (niestety nielicznej) grupy spółek, będących dolarowymi eksporterami. Pośrednio nasze przedsiębiorstwa mogą także skorzystać na ożywieniu w strefie euro. Ale to w dłuższym okresie.

Na szczęście nie tylko dolar i stopy procentowe za oceanem mają wpływ na nasz rynek. U nas, podobnie jak w strefie euro, polityka pieniężna będzie dalej luzowana. Oczekujemy przynajmniej 2 cięć stóp przez RPP, co powinno złagodzić wpływ spadku eksportu na Wschód. Obniżki stóp najbardziej powinny odczuć średnie i mniejsze przedsiębiorstwa, które zostały najbardziej poturbowane po częściowej nacjonalizacji OFE i agresji Rosji na Ukrainę (WIG250, mimo ostatniej poprawy, od początku roku stracił 12%).

Reasumując, zmiana polityki pieniężnej przez Fed powoduje istotną zmianę w relacjach podstawowych walut. To z kolei nie powinno pozostać bez wpływu na ceny surowców czy akcji. Amerykańskie akcje stają się coraz bardziej ryzykowną klasą aktywów. Zyskiwać natomiast mogą europejscy eksporterzy, na czym my pośrednio także powinniśmy skorzystać. 

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.




09:59, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 września 2014

Komentarz z 16.09.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.


Nareszcie. Tak najkrócej można podsumować powrót do łask inwestorów polskich spółek o średniej wielkości. Po długim okresie niełaski, spowodowanej głównie zmianą polityki inwestycyjnej OFE oraz wojną na Ukrainie, a także dominacji blue chips na czele ze spółkami energetycznymi, dobre fundamentalnie średnie spółki w ostatnich tygodniach odzyskały swój dawny blask. Mamy nadzieję, że nie tylko na chwilę. I że łaskawość inwestorów zatoczy szerszy krąg, pozwalając odbudować notowania także rzeszy mniejszych spółek.

WIG50_1_rok
 
Wśród liderów wzrostów ostatnich tygodni znalazły się firmy pokazujące (często od wielu kwartałów) najlepsze jakościowo wyniki finansowe, takie jak: Amica, Forte, Grajewo, Kęty, Kruk czy Sanok. Ich notowania osiągnęły nowe historyczne maksima. Jest to przede wszystkim zasługa zarządów tych spółek, które od dłuższego czasu usilnie pracują nad wzrostem ich wartości. Do tego trzeba byłoby dodać fakt, że polskie firmy, szczególnie średnie i mniejsze, stały się w bieżącym roku relatywnie tańsze od zagranicznych odpowiedników. Prawdopodobnie po raz pierwszy od 15 lat, kiedy OFE rozpoczęły swoją działalność.

KRU_1_rok
 
Promieniowanie zainteresowania inwestorów rozprzestrzeniać zaczęło się również na niektóre mniejsze podmioty, takie jak: Duon, Euco czy Votum. W ich przypadku obowiązuje ta sama zasada – dobre wyniki przekładają się na wzrost kursów. Ale trzeba również zauważyć, że wiele maluchów cały czas pozostaje niezauważonych, co tylko w niektórych przypadkach można tłumaczyć słabością ich wyników finansowych, a w większości – awersją do niskiej płynności obrotu.

VOT_1_rok
 
Na drugim froncie mamy duże spółki. W ubiegłym tygodniu dowiedzieliśmy się, że firmy energetyczne będą ratować kopalnie. Na czwartkowej sesji inwestorzy przeżyli zimny prysznic, chociaż później informację zdementowano i w piątek ich kursy odreagowały. Inny ciekawy przykład z Lotosu. Na GPW wybiera się Polwax. I dobrze. Im więcej spółek, tym lepiej. Szkopuł w tym, że Lotos sprzedał spółkę 2-3 lata temu za… 80m zł, a dziś wycenia się ją na blisko 200m zł. Chwała tym, którzy zrobili tak dobry biznes. Duży kolejny minus dla Lotosu, który notabene wyciąga teraz rękę po kapitał od inwestorów na rynku.

Reasumując, średnie (i oby również mniejsze) spółki zaczynają się podnosić po ciężkim okresie. Najbardziej widowiskowo zachowują się notowania tych najsilniejszych fundamentalnie. Przed nami niemała obniżka stóp procentowych, która również powinna bardziej służyć temu segmentowi rynku. Oczywiście, nie zapominajmy o ogólnym przegrzaniu koniunktury na globalnym rynku akcji i obligacji. Silniejsza korekta na świecie dobrze by wszystkim zrobiła. GPW również. 

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.





10:19, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (6) »
wtorek, 02 września 2014

Komentarz z 2.09.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Muszę przyznać, że jestem zaskoczony sierpniową siłą rynków i w sumie beztroską inwestorów na wydarzenia geopolityczne oraz słabnące dane makro. S&P500 z wielką lekkością ustanowił rekord wszechczasów, dobijając do bariery 2 tys. punktów. Amerykanie pociągnęli za sobą inne giełdy, w tym również w pewnym stopniu i naszą. Czy rynki wiedzą już coś więcej, czy też hossa zaczyna się wymykać spod kontroli?

SPX_1_rok
 
Pominę wątek wojny na Bliskim Wschodzie, ponieważ zakładam, że zbyt mało wiemy na jej temat, aby się wymądrzać. Ale to, co dzieje się na Ukrainie, niestety rodzi rosnące obawy i wpisuje się w coraz bardziej realistyczny scenariusz większego konfliktu, przy kompletnej bierności (bezradności?) świata zachodniego.

Dziś jesteśmy już bogatsi o wiedzę, że Putin nie zadowoli się samym Krymem. Bierność Zachodu umożliwia podbicie stawki. Teraz ambicje rosyjskiego prezydenta sięgają utworzenia niezależnych republik na wschodzie Ukrainy. Ale to i tak byłby wariant nie najgorszy.

Realistycznie oceniając sytuację trzeba przyznać, że przy dalszej bierności Zachodu, już niedługo gra może zacząć się toczyć o stawkę jeszcze wyższą - całą wschodnią i południową Ukrainę, czyli tzw. Noworosję.

W tym kontekście dane makro czy wyniki spółek mają w naszym odczuciu raczej drugorzędną wagę. Oczywiście, krótkoterminowo dobre wyniki spółek-liderów, vide wczorajsze zachowanie kursów Kruka czy Newagu, a także oczekiwana obniżka stóp procentowych mogą wpływać na poprawę notowań. Tak samo zresztą, jak ewentualne utrzymanie dobrej passy przez rynek amerykański. Ale nad tymi wydarzeniami unosić się będzie cień wojny na Ukrainie.

Pytanie zatem jak długo jeszcze inwestorzy w naszym regionie będą ignorować rosnące ryzyko geopolityczne? Nasza waluta zaczęła już odczuwać presję, ale akcje i obligacje w bardzo niewielkim zakresie.

EURPLN_1_rok

Cały czas mamy nadzieję na rozwiązanie konfliktu na Ukrainie w sposób nie-siłowy. Ale aby tak się stało, Zachód powinien przestać udawać, że nic się nie dzieje.

Na zakończenie dwa słowa komentarza do wyników finansowych spółek w I półroczu. Generalnie były one zgodne z oczekiwaniami. Tendencje z poprzednich kwartałów były kontynuowane, co najlepiej widać po wynikach najlepszych spółek, głównie średniej wielkości czy banków. Dało się jednak zauważyć wpływ konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na wyniki firm działających na Wschodzie. To nowe zjawisko będzie się nasilać w II połowie br. Po części da się je zneutralizować większą obniżką stóp procentowych, której oczekujemy w bieżącym tygodniu lub w październiku.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.




09:39, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 sierpnia 2014

Komentarz z 19.08.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.


Bieżący rok na GPW to bez wątpienia pogrom średnich i małych spółek. WIG250 spadł już o 18% od początku roku. Powody? Zmiana polityki inwestycyjnej OFE i agresja Rosji na Ukrainę. Ale również wśród dużych spółek z WIG20 można znaleźć takie, które stały się „bohaterami” ostatnich dni.

Najpierw Lotos zszokował inwestorów informacją o dużej emisji akcji. Spółka poinformowała, że środki zostaną przeznaczone na inwestycje w segmencie rafineryjnym i zwiększenie wydobycia. Ale rynek odebrał ją jako ratunkową – głównie z powodu wielkości (blisko 50% rozwodnienie kapitału) i ceny (ok. 18 zł). Efekt? Kurs runął jednego dnia o ponad 13%.

Drugim przypadkiem jest JSW. Od wielu kwartałów analitycy, jak kania dżdżu, czekają na poprawę koniunktury na rynku węgla koksowego. I nie dość, że się tej poprawy doczekać nie mogą, to w ostatnich miesiącach JSW popełniło – delikatnie mówiąc – kontrowersyjną inwestycję w kopalnię Knurów-Szczygłowice (głównie po to, by ratować Kompanię Węglową). Za podmiot, który w ubiegłym roku osiągnął 115m zł straty, JSW zapłaciło aż 1,5mld zł. Skutek? Jeśli sytuacja na rynku węgla się nie poprawi, JSW będzie zmuszone pójść tą samą drogą, co Lotos, czyli sięgnąć do kieszeni akcjonariuszy, by się ratować.

Pikanterii obu przypadkom dodaje to, że głównym akcjonariuszem jest Skarb Państwa i że lata temu akcje obu spółek były podczas prywatyzacji sprzedane wielu drobnym inwestorom, a my – przyszli emeryci – jesteśmy pośrednio ich właścicielami przez OFE. Oczywiście inwestorzy mogą sobie tylko pomarzyć o tym, aby przeanalizowano nieudane inwestycje Lotosu w projekt YME czy JSW w kopalnię i wyciągnięto konsekwencje wobec osób, w wyniku działań których, obie spółki straciły grube setki milionów złotych. To samo dotyczy PKN i nieudanej inwestycji w litewskie Możejki sprzed lat.

Przypadki Lotosu i JSW nie przeszkodziły jednak całemu polskiemu rynkowi odreagować w ostatnich dniach. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się duże i płynne spółki, wypłacające wysokie dywidendy. Inwestorzy dyskontowali oczekiwaną obniżkę stóp przez RPP w IX lub X. Notowania średniaków i maluchów nie odbiły się.

Co dalej? Czekamy na kolejne wyniki spółek (tu raczej nie powinno być wielkich niespodzianek) i dalszy rozwój wydarzeń na Ukrainie (tu z kolei możliwy jest każdy scenariusz zdarzeń). W Europie DAX wykonuje ruch powrotny, po prawdopodobnym wyłamaniu się z wieloletniego trendu wzrostowego.

Reasumując, nie tylko akcjonariusze średnich i małych spółek przeżywają ostatnio ciężkie chwile. Również w przypadku Lotosu i JSW inwestorzy musieli przełknąć gorzką pigułkę. Jedyną oazą względnego spokoju są duże, dywidendowe spółki, jak PZU, Pekao czy energetyczne. Będzie tak nadal, o ile nie dojdzie do większej korekty na światowych giełdach.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.



10:47, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 lipca 2014

Komentarz z 22.07.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Tragiczne zestrzelenie malezyjskiego samolotu przez prawdopodobnie separatystów z Doniecka z rosyjskiej broni nie wywołało dużego wrażenia na inwestorach. Wprawdzie akcje w Moskwie po tym wydarzeniu kontynuowały przecenę, ale reakcje na innych rynkach były bardzo umiarkowane. Inwestorzy na świecie cały czas traktują konflikt ukraińsko-rosyjski jak problem lokalny. Czy słusznie?

Naszym zdaniem nie. Oczywiście, można założyć pozytywny scenariusz zdarzeń i liczyć, że obie strony dojdą do jakiegoś porozumienia. Pytanie tylko, co się zdarzy na rynkach, jeśli jednak przebieg wydarzeń nie potoczy się w tak optymistycznym kierunku. Wydaje się zresztą, że jest to bardziej prawdopodobne. Ani rząd w Kijowie, ani Putin nie zamierzają przecież odpuścić.

Jeśli konflikt będzie się zaostrzał, inwestorzy mogą zacząć dostrzegać coraz więcej jego negatywnych konsekwencji. Już teraz widać wyraźne ochłodzenie koniunktury w Europie, zarówno w krajach Unii, jak i państwach bezpośrednio ze sobą skonfliktowanych. Przy mocno naprężonych wycenach różnych aktywów (globalna bańka na obligacjach skarbowych, drogie akcje na rynkach rozwiniętych) i ciągłym napięciu na Bliskim Wschodzie, tak naprawdę niewiele potrzeba, aby radosne nastroje towarzyszące już blisko 5 i pół-letniej hossie, nagle wyraźnie pogorszyły się. A to w konsekwencji doprowadziłoby do większej korekty na globalnym rynku finansowym.

W tym kontekście akcje polskich spółek, szczególnie tych, którymi mogą się potencjalnie interesować inwestorzy strategiczni, wyglądają na jedne z najbardziej atrakcyjnych, jeśli chodzi o relację oczekiwanej stopy zwrotu do ryzyka. Po 15% spadku od początku roku indeksu szerokiego rynku, czyli WIG250, mamy bowiem do czynienia w dużej mierze z uwzględnieniem w ich wycenie zarówno zmiany polityki inwestycyjnej OFE, jak i problemów ukraińsko-rosyjskich. Dalsza przecena w segmencie średnich i małych spółek będzie napędzać kolejne transakcje M&A, czego najlepszymi przykładami są EGB i PEP w ostatnich dniach.

Przed nami sezon wynikowy. Jaki będzie? Bez większych niespodzianek. W wynikach spółek będzie można dostrzec lekką zadyszkę, jakiej doznała polska gospodarka od marca. W przypadku spółek, które w I kwartale raportowały ujemne różnice kursowe wynikające np. z osłabienia kursu rubla, teraz sytuacja powinna się częściowo odwrócić. Solidne wyniki zaprezentują banki, ale nie powinno to zdziwić inwestorów, ponieważ oczekiwania są i tak wysokie.

Reasumując, z zainteresowaniem przyglądamy się ignorancji konfliktu ukraińsko-rosyjskiego przez inwestorów na świecie. Zobaczymy czy nie powtórzy się scenariusz często obserwowany historycznie – najpierw dany czynnik ryzyka jest niedoszacowany, by później inwestorzy mogli się naprawdę wystraszyć i przereagować. 


11:10, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 lipca 2014

Komentarz z 8.07.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Dysproporcje pomiędzy zachowaniem naszego rynku a amerykańskiego stają się coraz większe. Podczas gdy dynamika WIG jest w okolicach zera, licząc od początku roku, S&P500 jest na nowych szczytach, ponad 7% powyżej zamknięcia 2013 r. Czy różnica w relatywnym zachowaniu obu rynków może się jeszcze powiększać?

Wydaje się, że raczej nie. Przynajmniej z krótkoterminowej perspektywy. Amerykański rynek akcji jest już mocno rozgrzany. Strach, który towarzyszył wcześniejszym wzrostom, ustępuje miejsca gorączce zarabiania. Widać to dobrze po liczbie transakcji IPO czy M&A. Im większe będzie przekonanie inwestorów, co do możliwej kontynuacji wzrostów cen akcji, tym z większym prawdopodobieństwem można będzie zakładać, iż wydarzy się coś niespodziewanego.

Amerykańskie akcje są drogie. Wskaźniki P/E14 i P/E15 wynoszą odpowiednio 16,6 i 15,2. To oczywiście ciągle nie są poziomy z końca hoss z 2000 i 2007 r. Jednakże płacenie 15 krotności za przyszłoroczne zyski tamtejszych przedsiębiorstw nie wygląda, delikatnie mówiąc, okazyjnie.

Polskie akcje tymczasem stały się passe. Mało kto chce je kupować. Ani OFE, które śmiało wyszły z inwestycjami poza nasz rynek, ani inwestorzy indywidualni, którzy także wybierają instrumenty zagraniczne. Szczególnie te, które przez ostatnie 5 lat dawały dwucyfrowe zyski. I tak oto doszliśmy, pierwszy raz od dłuższego czasu, do sytuacji, iż nasze akcje stały się tańsze od zachodnioeuropejskich, nie wspominając o amerykańskich. Nawet nasz najdroższy sektor – banki, notowane są przy wskaźniku P/E15 rzędu 12,5-14. Średnie i mniejsze firmy coraz częściej wyceniane są na poziomie 10-12-krotności zysków, o czym inwestorzy z rynków rozwiniętych mogą tylko pomarzyć.

Atrakcyjność naszych średnich i małych spółek jest coraz częściej dostrzegana przez inwestorów strategicznych. W ubiegłym tygodniu byliśmy świadkami kolejnej inicjatywy w tym zakresie – Vectra chce nabyć duży pakiet Netii. Kolejne podobne transakcje są tylko kwestią czasu. Przy tak niskim koszcie finansowania i dużej chęci ze strony OFE do upłynniania polskich aktywów, oczekujemy wielu transakcji M&A w II połowie br. i roku 2015. Powinno to powstrzymać przecenę tak ostatnio nielubianych „misi”.

Reasumując, na rynku amerykańskim strach powoli ustępuje żądzy zysków. Po ponad 5 latach wzrostów inwestorzy zaczynają dostrzegać, że akcje pozwalają na osiąganie wysokich stóp zwrotu. Z drugiej jednak strony poziom wycen jest daleki od okazyjnego i wiemy, jak to się skończy. Tymczasem polskie akcje nie znajdują w oczach inwestorów uznania. Potencjalna podaż ze strony OFE zniechęca. To dobrze, bo dzięki temu pojawiać się będzie coraz więcej okazji do zarobku.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.




12:37, sebastian_buczek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 lipca 2014

Komentarz z 1.07.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Pierwsze półrocze można podsumować klasycznym stwierdzeniem: „dobrze to już było”. Z drugiej strony – nie ma co narzekać, nie jest przecież aż tak źle.

Na światowych giełdach kontynuowana była hossa. Wprawdzie jej wigor nieco osłabł, ale 6% wzrost najważniejszego indeksu na globie – S&P500 – jest przecież rezultatem zupełnie przyzwoitym.

S&P500 za ostatni rok – hossa trwa nadal, choć dynamika niższa niż wcześniej
S&P_1_rok

W Europie dynamika wzrostów była jeszcze skromniejsza. Przykładowo DAX wzniósł się o 3% a nasz WIG „aż” o 1,3%.

WIG za ostatni rok – od października raczej w trendzie bocznym
WIG_1_rok

Niestety gorzej wyglądała sytuacja na tzw. szerokim rynku, czyli wśród średnich i mniejszych spółek. WIG250 dostał tęgie lanie (-10%). Dwa powody: OFE przestały kupować polskie akcje, Rosja najechała na Ukrainę.

WIG250 za ostatni rok – od listopada średnioterminowy trend zniżkowy
WIG250

Wśród poszczególnych sektorów najbardziej zabrylowały spółki energetyczne. Przykładowo PGE podrożało od początku roku aż o 1/3! Szczęśliwi, którzy posiadali.

PGE za ostatni rok – w pięknym trendzie wzrostowym (mimo budowania elektrowni w Opolu i innych obiekcji analityków)
PGE
Największa niespodzianka? Hossa na rynkach obligacji. Kto by pomyślał na początku roku, że rentowności polskich 10-letnich obligacji spadną do zaledwie 3,5%. Trzeba było mieć naprawdę dużą fantazję.

Rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych – niespodziewana (przynajmniej dla nas) hossa
Obligacje

Z ciekawostek – dostrzegamy konsolidację na rynku złota. Zakładamy, że kruszec może być ciekawą alternatywą, gdy kiedyś wyczerpie się hossa na rynkach akcji.

Złoto za ostatnie 3 lata – w konsolidacji po bessie
Zloto_3_lata

Największe zagrożenia? Głównie geopolityczne. Ukraina i jak zwykle Bliski Wschód. Widać zresztą po cenie ropy, że pewne obawy już są widoczne.

Ropa za ostatnie 3 lata – jeszcze konsolidacja czy już hossa?
Ropa_3_lata

Reasumując, hossa na giełdach trwa nadal. Nie ma jeszcze sygnałów jej zanegowania, chociaż dynamika wzrostów oklapła. No chyba, że ktoś chciałby upatrywać zapowiedzi końca hossy w zachowaniu kursów średnich i małych polskich spółek. Co dalej? Pewnie o wzrosty może być jeszcze trudniej, a zmienność może podskoczyć z obecnych rekordowo niskich poziomów. Ale jak mówią klasycy: „hossa trwa dopóki trend się nie zmieni”.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.




09:44, sebastian_buczek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 czerwca 2014

Komentarz z 10.06.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Inwestorzy długo czekali na impuls, który mógłby spowodować większy ruch na rynkach. I się wreszcie doczekali, w ubiegły czwartek. Szef ECB, Mario Draghi, nie zawiódł oczekiwań. Obniżył główną stopę procentową, wprowadził ujemną stopę depozytową i zapowiedział dalsze działania mające na celu zwiększenie płynności. Rynki zareagowały pozytywnie – ceny akcji i obligacji wzrosły na całym świecie.

U nas również odczuliśmy pozytywny wpływ decyzji ECB. Szczególnie widoczne było to w przypadku naszych obligacji skarbowych i złotego. Ale również akcje zyskały na wartości. WIG od początku roku jest na ok. 4% plusie. Dla wielu inwestorów jest to jednak mało odczuwalne. Szczególnie, że tzw. szeroki rynek, reprezentowany np. przez indeks WIG250, jest ciągle mocno pod kreską.

Jak trwała okaże się obecna fala? Po cichu liczymy, że przynajmniej do końca czerwca. Kończy się I półrocze i inwestorom raczej powinno zależeć na dobrym zamknięciu. U nas dodatkowym źródłem popytu mogą być jeszcze OFE. Kilka tygodni temu wydawało się, że nie zaskoczą one pozytywnie swoich uczestników stopami zwrotu za pierwsze 6 miesięcy br. Ale teraz, gdy ceny obligacji szaleją, a akcji podnoszą się, może się okazać, że jednak będziemy świadkami pozytywnej niespodzianki z ich strony, kilka tygodni przed zakończeniem przyjmowania zapisów dotyczących przekazywania nowych składek do OFE.

Oczywiście niedźwiedzie zarzucą Draghiemu, że dolewa paliwa do ognia (hossy) i przyczynia się w ten sposób do tworzenia bańki na rynku obligacji i akcji. Ktoś nawet stwierdził, że mamy obecnie do czynienia z tworzeniem się na rynku obligacji bańki wszystkich baniek. Jej pęknięcie w przyszłości spowoduje ponowne olbrzymie problemy i napięcia w globalnym systemie finansowym. Ale są to obecnie głosy nieliczne. Większość uczestników rynku chce bowiem zarabiać tu i teraz i nie martwić się dalszą przyszłością.

Wątek ukraiński zszedł obecnie na drugi plan. Wprawdzie sytuacja na wschodzie tego kraju niewiele zmieniła się, ale inwestorzy jakby przyzwyczaili się do obecnego stanu. Ciekawe czy równie obojętnie zostaną przyjęte odczyty makro dotyczące słabego stanu ukraińskiej i rosyjskiej gospodarki w II kwartale br. W każdym bądź razie w naszej ocenie weszliśmy w taki etap rosyjsko-ukraińskiego konfliktu, w którym strona agresywna może sprawiać wrażenie, że chciałaby sprawę jakoś rozwiązać. Nie zmienia to natomiast naszego długoterminowego poglądu, że aneksja Krymu jest częścią większego planu Putina.

Reasumując, wielu inwestorom wyda się to może trochę dziwne po ostatnich kilku nerwowych miesiącach, ale prawda jest taka, że hossa trwa nadal. Wprawdzie dynamika wzrostu giełdowych indeksów jest mniejsza niż w roku 2013, ale główne indeksy na świecie osiągają właśnie swoje nowe szczyty, a nasz WIG jest 4% na plusie. 

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

 

09:55, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 maja 2014

Komentarz z 13.05.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Trwa przecena małych i średnich spółek na GPW. Od początku roku WIG250 spadł już o ponad 11%, a od szczytu z listopada (prawie wyrównanego w lutym) ok. 15%. W przypadku WIG50 straty są mniejsze, aczkolwiek i tak bolesne dla inwestorów – odpowiednio – 7% i 13%. To spora niespodzianka, ponieważ wiele osób liczyło na kontynuację pozytywnych tendencji z 2013 r.

Jakie są przyczyny? Jak zwykle kilka. Po pierwsze – korekta notowań małych i średnich spółek na świecie. Przykładowo amerykański indeks Russell 2000 jest blisko 5% pod kreską od początku roku, podczas gdy S&P500 1,6% na plusie. Po drugie – znaczna grupa naszych „misi” potaniała po agresji Rosji na Ukrainę. Część ich przychodów i zysków pochodzi bowiem z eksportu na rynki wschodnie. Po trzecie – zmiana polityki inwestycyjnej przez OFE.

Ten ostatni czynnik ma w naszej ocenie największy wpływ. Przez 15 lat OFE inwestowały praktycznie tylko na GPW, kupując akcje wszystkich sensownych spółek, w tym małych i średnich. W wielu stały się kluczowymi akcjonariuszami. Nacjonalizacja części dłużnej oraz wizja załamania napływu środków skłoniły OFE do radykalnej zmiany strategii. Od lutego OFE przestały inwestować na naszym rynku i przeniosły się z zakupami na giełdy zagraniczne, argumentując to koniecznością zwiększenia płynności portfeli. Tak drastyczną zmianę sposobu inwestowania najbardziej odczuły właśnie „misie”. W segmencie blue chips brak popytu ze strony OFE jest (przynajmniej na razie) równoważony przez inwestorów zagranicznych.

Jak długo może potrwać przecena małych i średnich spółek? Prawdopodobnie do momentu, gdy ich notowania znajdą nowy poziom równowagi. W przypadku niektórych spółek ta sytuacja już ma miejsce. Przykładowo w Netii i ATM, gdzie OFE są zastępowane przez inwestorów strategicznych. W wielu innych prawdopodobnie niebawem, ponieważ poziom wycen tych spółek zaczyna zbliżać się w atrakcyjne rejony (P/E rzędu 10-12). Część kursów będzie potrzebować jednak więcej czasu na dostosowanie.

OFE zostaną zastąpione głównie przez inwestorów strategicznych, dotychczasowych właścicieli i same spółki (buyback’i) oraz do pewnego stopnia fundusze inwestycyjne. Powinniśmy obserwować wzrost liczby transakcji fuzji i przejęć. Szczególnie, że stopy procentowe są na rekordowo niskich poziomach, więc i koszty takich operacji do wysokich obecnie nie należą. Ale to wszystko nie stanie się z dnia na dzień. Wymaga trochę czasu. A to z kolei oznacza, że po fantastycznym roku 2013, rok bieżący nie będzie należał do małych i średnich spółek.

Na pocieszenie dodam, że w przypadku obligacji korporacyjnych nie doszło do tak gwałtownej zmiany relacji popytu i podaży. Lukę po OFE wypełniły fundusze inwestycyjne oraz bezpośrednio inwestorzy indywidualni.

Reasumując, rok 2014 nie będzie należał do „misi”. Stały się one pierwszymi ofiarami demontażu OFE. Nie oznacza to jednak, że nie będzie można na nich osiągać ponadprzeciętnych zysków w przyszłości. Na razie jednak trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

 

 

11:10, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (2) »
wtorek, 29 kwietnia 2014

Komentarz z 29.04.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Trwa dreptanie w miejscu. Większość giełdowych indeksów jest na podobnym poziomie, co na początku roku. In plus wyróżniają się rynki południa Europy, np. Włochy czy Portugalia (dwucyfrowe zyski), in minus Rosja i Japonia (dwucyfrowe straty). WIG jest w szerokim peletonie, a więc z dynamiką w okolicach 0. Niestety, reprezentujący mniejsze spółki WIG250 jest na poziomie -7%.

Sytuacja taka, że większość giełdowych indeksów drepta w miejscu, chyba nie jest wielkim zaskoczeniem. Rynki z wyprzedzeniem dyskontują bowiem m.in. sytuację makro oraz wyniki poszczególnych spółek. A na tych frontach nie ma na razie zbyt wielu niespodzianek. I raczej chyba nie ma co oczekiwać, aby zdarzyło się coś nadzwyczajnego. Globalna gospodarka kontynuuje raczej niemrawe ożywienie. Wyniki spółek poprawiają się, ale też ich wyceny nie należą do okazyjnych po 5 latach hossy.

Innym kluczowym czynnikiem, który rzutuje na kondycję rynków, jest sytuacja geopolityczna. W tym aspekcie doszło do wydarzeń, których inwestorzy raczej nie brali wcześniej pod uwagę. Na razie reakcja rynków jest spokojna. Poza notowaniami akcji, obligacji i walut samych stron konfliktu, czyli Ukrainy i Rosji.

W naszej ocenie dalszy rozwój wydarzeń na rynkach finansowych w mniejszym stopniu zależy obecnie od czynników makro czy wyników spółek, a w większym od przebiegu konfliktu u naszego wschodniego sąsiada. Dla niektórych osób być może będzie to przesadne stwierdzenie, ale uważamy, że znaleźliśmy się w ważnym historycznie momencie. Albo świat zachodni, a w szczególności przedstawiciele UE, bardziej zdecydowanie przeciwstawią się agresji Rosji i zastopują ambicje Putina (scenariusz 1), albo prędzej lub później dojdzie do konfrontacji zbrojnej (scenariusz 2). Jest także trzecia możliwość – Rosja musiałaby zawiesić swoją strategiczną ekspansję, przynajmniej na jakiś czas, aby się do niej lepiej przygotować.

W przypadku realizacji scenariuszy 1 lub 3 byłaby spora szansa na kontynuację 5-letniej hossy. Oczywiście bez szaleńczej dynamiki, bo poziomy cen są już godne. Realizacja scenariusza 2 – jak się wszyscy domyślamy – raczej nie prowadziłaby ku tak pozytywnym wnioskom. Inwestorzy prawdopodobnie przestaliby ignorować ten czynnik ryzyka, a być może zaczęliby nawet dyskontować trudny do przewidzenia ciąg wydarzeń, z dalszym marszem zielonych ludzików na Zachód włącznie.

Reasumując, odpowiadając na pytanie, co musiałoby się stać, aby rynki mogły dalej rosnąć, zakładając brak niespodzianek ze strony globalnej gospodarki i samych spółek, dochodzimy do konkluzji, że po prostu rosyjski przywódca musiałby ograniczyć swoje mocarstwowe ambicje do zdobytego już Krymu. Czy jest to możliwe? Zobaczymy wkrótce.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

 

17:16, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27