Komentarze giełdowe Sebastiana Buczka, Prezesa Zarządu Quercus TFI S.A.
Sebastian Buczek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
wtorek, 22 lipca 2014

Komentarz z 22.07.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Tragiczne zestrzelenie malezyjskiego samolotu przez prawdopodobnie separatystów z Doniecka z rosyjskiej broni nie wywołało dużego wrażenia na inwestorach. Wprawdzie akcje w Moskwie po tym wydarzeniu kontynuowały przecenę, ale reakcje na innych rynkach były bardzo umiarkowane. Inwestorzy na świecie cały czas traktują konflikt ukraińsko-rosyjski jak problem lokalny. Czy słusznie?

Naszym zdaniem nie. Oczywiście, można założyć pozytywny scenariusz zdarzeń i liczyć, że obie strony dojdą do jakiegoś porozumienia. Pytanie tylko, co się zdarzy na rynkach, jeśli jednak przebieg wydarzeń nie potoczy się w tak optymistycznym kierunku. Wydaje się zresztą, że jest to bardziej prawdopodobne. Ani rząd w Kijowie, ani Putin nie zamierzają przecież odpuścić.

Jeśli konflikt będzie się zaostrzał, inwestorzy mogą zacząć dostrzegać coraz więcej jego negatywnych konsekwencji. Już teraz widać wyraźne ochłodzenie koniunktury w Europie, zarówno w krajach Unii, jak i państwach bezpośrednio ze sobą skonfliktowanych. Przy mocno naprężonych wycenach różnych aktywów (globalna bańka na obligacjach skarbowych, drogie akcje na rynkach rozwiniętych) i ciągłym napięciu na Bliskim Wschodzie, tak naprawdę niewiele potrzeba, aby radosne nastroje towarzyszące już blisko 5 i pół-letniej hossie, nagle wyraźnie pogorszyły się. A to w konsekwencji doprowadziłoby do większej korekty na globalnym rynku finansowym.

W tym kontekście akcje polskich spółek, szczególnie tych, którymi mogą się potencjalnie interesować inwestorzy strategiczni, wyglądają na jedne z najbardziej atrakcyjnych, jeśli chodzi o relację oczekiwanej stopy zwrotu do ryzyka. Po 15% spadku od początku roku indeksu szerokiego rynku, czyli WIG250, mamy bowiem do czynienia w dużej mierze z uwzględnieniem w ich wycenie zarówno zmiany polityki inwestycyjnej OFE, jak i problemów ukraińsko-rosyjskich. Dalsza przecena w segmencie średnich i małych spółek będzie napędzać kolejne transakcje M&A, czego najlepszymi przykładami są EGB i PEP w ostatnich dniach.

Przed nami sezon wynikowy. Jaki będzie? Bez większych niespodzianek. W wynikach spółek będzie można dostrzec lekką zadyszkę, jakiej doznała polska gospodarka od marca. W przypadku spółek, które w I kwartale raportowały ujemne różnice kursowe wynikające np. z osłabienia kursu rubla, teraz sytuacja powinna się częściowo odwrócić. Solidne wyniki zaprezentują banki, ale nie powinno to zdziwić inwestorów, ponieważ oczekiwania są i tak wysokie.

Reasumując, z zainteresowaniem przyglądamy się ignorancji konfliktu ukraińsko-rosyjskiego przez inwestorów na świecie. Zobaczymy czy nie powtórzy się scenariusz często obserwowany historycznie – najpierw dany czynnik ryzyka jest niedoszacowany, by później inwestorzy mogli się naprawdę wystraszyć i przereagować. 


11:10, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 lipca 2014

Komentarz z 8.07.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Dysproporcje pomiędzy zachowaniem naszego rynku a amerykańskiego stają się coraz większe. Podczas gdy dynamika WIG jest w okolicach zera, licząc od początku roku, S&P500 jest na nowych szczytach, ponad 7% powyżej zamknięcia 2013 r. Czy różnica w relatywnym zachowaniu obu rynków może się jeszcze powiększać?

Wydaje się, że raczej nie. Przynajmniej z krótkoterminowej perspektywy. Amerykański rynek akcji jest już mocno rozgrzany. Strach, który towarzyszył wcześniejszym wzrostom, ustępuje miejsca gorączce zarabiania. Widać to dobrze po liczbie transakcji IPO czy M&A. Im większe będzie przekonanie inwestorów, co do możliwej kontynuacji wzrostów cen akcji, tym z większym prawdopodobieństwem można będzie zakładać, iż wydarzy się coś niespodziewanego.

Amerykańskie akcje są drogie. Wskaźniki P/E14 i P/E15 wynoszą odpowiednio 16,6 i 15,2. To oczywiście ciągle nie są poziomy z końca hoss z 2000 i 2007 r. Jednakże płacenie 15 krotności za przyszłoroczne zyski tamtejszych przedsiębiorstw nie wygląda, delikatnie mówiąc, okazyjnie.

Polskie akcje tymczasem stały się passe. Mało kto chce je kupować. Ani OFE, które śmiało wyszły z inwestycjami poza nasz rynek, ani inwestorzy indywidualni, którzy także wybierają instrumenty zagraniczne. Szczególnie te, które przez ostatnie 5 lat dawały dwucyfrowe zyski. I tak oto doszliśmy, pierwszy raz od dłuższego czasu, do sytuacji, iż nasze akcje stały się tańsze od zachodnioeuropejskich, nie wspominając o amerykańskich. Nawet nasz najdroższy sektor – banki, notowane są przy wskaźniku P/E15 rzędu 12,5-14. Średnie i mniejsze firmy coraz częściej wyceniane są na poziomie 10-12-krotności zysków, o czym inwestorzy z rynków rozwiniętych mogą tylko pomarzyć.

Atrakcyjność naszych średnich i małych spółek jest coraz częściej dostrzegana przez inwestorów strategicznych. W ubiegłym tygodniu byliśmy świadkami kolejnej inicjatywy w tym zakresie – Vectra chce nabyć duży pakiet Netii. Kolejne podobne transakcje są tylko kwestią czasu. Przy tak niskim koszcie finansowania i dużej chęci ze strony OFE do upłynniania polskich aktywów, oczekujemy wielu transakcji M&A w II połowie br. i roku 2015. Powinno to powstrzymać przecenę tak ostatnio nielubianych „misi”.

Reasumując, na rynku amerykańskim strach powoli ustępuje żądzy zysków. Po ponad 5 latach wzrostów inwestorzy zaczynają dostrzegać, że akcje pozwalają na osiąganie wysokich stóp zwrotu. Z drugiej jednak strony poziom wycen jest daleki od okazyjnego i wiemy, jak to się skończy. Tymczasem polskie akcje nie znajdują w oczach inwestorów uznania. Potencjalna podaż ze strony OFE zniechęca. To dobrze, bo dzięki temu pojawiać się będzie coraz więcej okazji do zarobku.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.




12:37, sebastian_buczek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 lipca 2014

Komentarz z 1.07.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Pierwsze półrocze można podsumować klasycznym stwierdzeniem: „dobrze to już było”. Z drugiej strony – nie ma co narzekać, nie jest przecież aż tak źle.

Na światowych giełdach kontynuowana była hossa. Wprawdzie jej wigor nieco osłabł, ale 6% wzrost najważniejszego indeksu na globie – S&P500 – jest przecież rezultatem zupełnie przyzwoitym.

S&P500 za ostatni rok – hossa trwa nadal, choć dynamika niższa niż wcześniej
S&P_1_rok

W Europie dynamika wzrostów była jeszcze skromniejsza. Przykładowo DAX wzniósł się o 3% a nasz WIG „aż” o 1,3%.

WIG za ostatni rok – od października raczej w trendzie bocznym
WIG_1_rok

Niestety gorzej wyglądała sytuacja na tzw. szerokim rynku, czyli wśród średnich i mniejszych spółek. WIG250 dostał tęgie lanie (-10%). Dwa powody: OFE przestały kupować polskie akcje, Rosja najechała na Ukrainę.

WIG250 za ostatni rok – od listopada średnioterminowy trend zniżkowy
WIG250

Wśród poszczególnych sektorów najbardziej zabrylowały spółki energetyczne. Przykładowo PGE podrożało od początku roku aż o 1/3! Szczęśliwi, którzy posiadali.

PGE za ostatni rok – w pięknym trendzie wzrostowym (mimo budowania elektrowni w Opolu i innych obiekcji analityków)
PGE
Największa niespodzianka? Hossa na rynkach obligacji. Kto by pomyślał na początku roku, że rentowności polskich 10-letnich obligacji spadną do zaledwie 3,5%. Trzeba było mieć naprawdę dużą fantazję.

Rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych – niespodziewana (przynajmniej dla nas) hossa
Obligacje

Z ciekawostek – dostrzegamy konsolidację na rynku złota. Zakładamy, że kruszec może być ciekawą alternatywą, gdy kiedyś wyczerpie się hossa na rynkach akcji.

Złoto za ostatnie 3 lata – w konsolidacji po bessie
Zloto_3_lata

Największe zagrożenia? Głównie geopolityczne. Ukraina i jak zwykle Bliski Wschód. Widać zresztą po cenie ropy, że pewne obawy już są widoczne.

Ropa za ostatnie 3 lata – jeszcze konsolidacja czy już hossa?
Ropa_3_lata

Reasumując, hossa na giełdach trwa nadal. Nie ma jeszcze sygnałów jej zanegowania, chociaż dynamika wzrostów oklapła. No chyba, że ktoś chciałby upatrywać zapowiedzi końca hossy w zachowaniu kursów średnich i małych polskich spółek. Co dalej? Pewnie o wzrosty może być jeszcze trudniej, a zmienność może podskoczyć z obecnych rekordowo niskich poziomów. Ale jak mówią klasycy: „hossa trwa dopóki trend się nie zmieni”.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.




09:44, sebastian_buczek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 czerwca 2014

Komentarz z 10.06.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Inwestorzy długo czekali na impuls, który mógłby spowodować większy ruch na rynkach. I się wreszcie doczekali, w ubiegły czwartek. Szef ECB, Mario Draghi, nie zawiódł oczekiwań. Obniżył główną stopę procentową, wprowadził ujemną stopę depozytową i zapowiedział dalsze działania mające na celu zwiększenie płynności. Rynki zareagowały pozytywnie – ceny akcji i obligacji wzrosły na całym świecie.

U nas również odczuliśmy pozytywny wpływ decyzji ECB. Szczególnie widoczne było to w przypadku naszych obligacji skarbowych i złotego. Ale również akcje zyskały na wartości. WIG od początku roku jest na ok. 4% plusie. Dla wielu inwestorów jest to jednak mało odczuwalne. Szczególnie, że tzw. szeroki rynek, reprezentowany np. przez indeks WIG250, jest ciągle mocno pod kreską.

Jak trwała okaże się obecna fala? Po cichu liczymy, że przynajmniej do końca czerwca. Kończy się I półrocze i inwestorom raczej powinno zależeć na dobrym zamknięciu. U nas dodatkowym źródłem popytu mogą być jeszcze OFE. Kilka tygodni temu wydawało się, że nie zaskoczą one pozytywnie swoich uczestników stopami zwrotu za pierwsze 6 miesięcy br. Ale teraz, gdy ceny obligacji szaleją, a akcji podnoszą się, może się okazać, że jednak będziemy świadkami pozytywnej niespodzianki z ich strony, kilka tygodni przed zakończeniem przyjmowania zapisów dotyczących przekazywania nowych składek do OFE.

Oczywiście niedźwiedzie zarzucą Draghiemu, że dolewa paliwa do ognia (hossy) i przyczynia się w ten sposób do tworzenia bańki na rynku obligacji i akcji. Ktoś nawet stwierdził, że mamy obecnie do czynienia z tworzeniem się na rynku obligacji bańki wszystkich baniek. Jej pęknięcie w przyszłości spowoduje ponowne olbrzymie problemy i napięcia w globalnym systemie finansowym. Ale są to obecnie głosy nieliczne. Większość uczestników rynku chce bowiem zarabiać tu i teraz i nie martwić się dalszą przyszłością.

Wątek ukraiński zszedł obecnie na drugi plan. Wprawdzie sytuacja na wschodzie tego kraju niewiele zmieniła się, ale inwestorzy jakby przyzwyczaili się do obecnego stanu. Ciekawe czy równie obojętnie zostaną przyjęte odczyty makro dotyczące słabego stanu ukraińskiej i rosyjskiej gospodarki w II kwartale br. W każdym bądź razie w naszej ocenie weszliśmy w taki etap rosyjsko-ukraińskiego konfliktu, w którym strona agresywna może sprawiać wrażenie, że chciałaby sprawę jakoś rozwiązać. Nie zmienia to natomiast naszego długoterminowego poglądu, że aneksja Krymu jest częścią większego planu Putina.

Reasumując, wielu inwestorom wyda się to może trochę dziwne po ostatnich kilku nerwowych miesiącach, ale prawda jest taka, że hossa trwa nadal. Wprawdzie dynamika wzrostu giełdowych indeksów jest mniejsza niż w roku 2013, ale główne indeksy na świecie osiągają właśnie swoje nowe szczyty, a nasz WIG jest 4% na plusie. 

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

 

09:55, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 maja 2014

Komentarz z 13.05.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Trwa przecena małych i średnich spółek na GPW. Od początku roku WIG250 spadł już o ponad 11%, a od szczytu z listopada (prawie wyrównanego w lutym) ok. 15%. W przypadku WIG50 straty są mniejsze, aczkolwiek i tak bolesne dla inwestorów – odpowiednio – 7% i 13%. To spora niespodzianka, ponieważ wiele osób liczyło na kontynuację pozytywnych tendencji z 2013 r.

Jakie są przyczyny? Jak zwykle kilka. Po pierwsze – korekta notowań małych i średnich spółek na świecie. Przykładowo amerykański indeks Russell 2000 jest blisko 5% pod kreską od początku roku, podczas gdy S&P500 1,6% na plusie. Po drugie – znaczna grupa naszych „misi” potaniała po agresji Rosji na Ukrainę. Część ich przychodów i zysków pochodzi bowiem z eksportu na rynki wschodnie. Po trzecie – zmiana polityki inwestycyjnej przez OFE.

Ten ostatni czynnik ma w naszej ocenie największy wpływ. Przez 15 lat OFE inwestowały praktycznie tylko na GPW, kupując akcje wszystkich sensownych spółek, w tym małych i średnich. W wielu stały się kluczowymi akcjonariuszami. Nacjonalizacja części dłużnej oraz wizja załamania napływu środków skłoniły OFE do radykalnej zmiany strategii. Od lutego OFE przestały inwestować na naszym rynku i przeniosły się z zakupami na giełdy zagraniczne, argumentując to koniecznością zwiększenia płynności portfeli. Tak drastyczną zmianę sposobu inwestowania najbardziej odczuły właśnie „misie”. W segmencie blue chips brak popytu ze strony OFE jest (przynajmniej na razie) równoważony przez inwestorów zagranicznych.

Jak długo może potrwać przecena małych i średnich spółek? Prawdopodobnie do momentu, gdy ich notowania znajdą nowy poziom równowagi. W przypadku niektórych spółek ta sytuacja już ma miejsce. Przykładowo w Netii i ATM, gdzie OFE są zastępowane przez inwestorów strategicznych. W wielu innych prawdopodobnie niebawem, ponieważ poziom wycen tych spółek zaczyna zbliżać się w atrakcyjne rejony (P/E rzędu 10-12). Część kursów będzie potrzebować jednak więcej czasu na dostosowanie.

OFE zostaną zastąpione głównie przez inwestorów strategicznych, dotychczasowych właścicieli i same spółki (buyback’i) oraz do pewnego stopnia fundusze inwestycyjne. Powinniśmy obserwować wzrost liczby transakcji fuzji i przejęć. Szczególnie, że stopy procentowe są na rekordowo niskich poziomach, więc i koszty takich operacji do wysokich obecnie nie należą. Ale to wszystko nie stanie się z dnia na dzień. Wymaga trochę czasu. A to z kolei oznacza, że po fantastycznym roku 2013, rok bieżący nie będzie należał do małych i średnich spółek.

Na pocieszenie dodam, że w przypadku obligacji korporacyjnych nie doszło do tak gwałtownej zmiany relacji popytu i podaży. Lukę po OFE wypełniły fundusze inwestycyjne oraz bezpośrednio inwestorzy indywidualni.

Reasumując, rok 2014 nie będzie należał do „misi”. Stały się one pierwszymi ofiarami demontażu OFE. Nie oznacza to jednak, że nie będzie można na nich osiągać ponadprzeciętnych zysków w przyszłości. Na razie jednak trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

 

 

11:10, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (2) »
wtorek, 29 kwietnia 2014

Komentarz z 29.04.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Trwa dreptanie w miejscu. Większość giełdowych indeksów jest na podobnym poziomie, co na początku roku. In plus wyróżniają się rynki południa Europy, np. Włochy czy Portugalia (dwucyfrowe zyski), in minus Rosja i Japonia (dwucyfrowe straty). WIG jest w szerokim peletonie, a więc z dynamiką w okolicach 0. Niestety, reprezentujący mniejsze spółki WIG250 jest na poziomie -7%.

Sytuacja taka, że większość giełdowych indeksów drepta w miejscu, chyba nie jest wielkim zaskoczeniem. Rynki z wyprzedzeniem dyskontują bowiem m.in. sytuację makro oraz wyniki poszczególnych spółek. A na tych frontach nie ma na razie zbyt wielu niespodzianek. I raczej chyba nie ma co oczekiwać, aby zdarzyło się coś nadzwyczajnego. Globalna gospodarka kontynuuje raczej niemrawe ożywienie. Wyniki spółek poprawiają się, ale też ich wyceny nie należą do okazyjnych po 5 latach hossy.

Innym kluczowym czynnikiem, który rzutuje na kondycję rynków, jest sytuacja geopolityczna. W tym aspekcie doszło do wydarzeń, których inwestorzy raczej nie brali wcześniej pod uwagę. Na razie reakcja rynków jest spokojna. Poza notowaniami akcji, obligacji i walut samych stron konfliktu, czyli Ukrainy i Rosji.

W naszej ocenie dalszy rozwój wydarzeń na rynkach finansowych w mniejszym stopniu zależy obecnie od czynników makro czy wyników spółek, a w większym od przebiegu konfliktu u naszego wschodniego sąsiada. Dla niektórych osób być może będzie to przesadne stwierdzenie, ale uważamy, że znaleźliśmy się w ważnym historycznie momencie. Albo świat zachodni, a w szczególności przedstawiciele UE, bardziej zdecydowanie przeciwstawią się agresji Rosji i zastopują ambicje Putina (scenariusz 1), albo prędzej lub później dojdzie do konfrontacji zbrojnej (scenariusz 2). Jest także trzecia możliwość – Rosja musiałaby zawiesić swoją strategiczną ekspansję, przynajmniej na jakiś czas, aby się do niej lepiej przygotować.

W przypadku realizacji scenariuszy 1 lub 3 byłaby spora szansa na kontynuację 5-letniej hossy. Oczywiście bez szaleńczej dynamiki, bo poziomy cen są już godne. Realizacja scenariusza 2 – jak się wszyscy domyślamy – raczej nie prowadziłaby ku tak pozytywnym wnioskom. Inwestorzy prawdopodobnie przestaliby ignorować ten czynnik ryzyka, a być może zaczęliby nawet dyskontować trudny do przewidzenia ciąg wydarzeń, z dalszym marszem zielonych ludzików na Zachód włącznie.

Reasumując, odpowiadając na pytanie, co musiałoby się stać, aby rynki mogły dalej rosnąć, zakładając brak niespodzianek ze strony globalnej gospodarki i samych spółek, dochodzimy do konkluzji, że po prostu rosyjski przywódca musiałby ograniczyć swoje mocarstwowe ambicje do zdobytego już Krymu. Czy jest to możliwe? Zobaczymy wkrótce.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

 

17:16, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 kwietnia 2014

Komentarz z 15.04.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

 

Według piątkowych cen zamknięcia, WIG od początku roku był 2,2% na plusie, podczas gdy S&P500 i DAX – odpowiednio – 1,8% i 2,5% na minusie. I to pomimo tego, że to my graniczymy z Ukrainą, prawdopodobnie najbardziej istotnym obecnie krajem-czynnikiem ryzyka.

Przyzwoity poziom notowań warszawska giełda zawdzięcza w bieżącym roku głównie bankom oraz spółkom energetycznym. Te pierwsze, patrząc przez pryzmat ich wyceny (wskaźnik P/E14 na poziomie 15-17), mogą uchodzić za jedne z najlepiej wycenionych instytucji finansowych na świecie. Te drugie z kolei, przez większość uczestników rynku wcześniej nie doceniane, okazują się jedną z najlepszych inwestycji w ostatnich miesiącach. Dzielnie trzyma się również grupa najlepszych spółek średniej wielkości, takich jak faworyci wyników I kwartału – CCC, Kęty czy Kruk. Gorzej rodzą sobie mniejsze firmy, które cierpią na brak zainteresowania polskimi akcjami przez OFE.

Oczywiście relatywną poprawę w stosunku do najważniejszych giełd zawdzięczamy także lepszemu postrzeganiu rynków wschodzących w ostatnich tygodniach. Pytanie tylko czy jest to już trwała, długoterminowa zmiana trendu, czy tylko odreagowanie poprzedniej słabości? Zobaczymy.

Co dalej? Nadal rynek byka nie został zanegowany, chociaż dynamika wzrostów wyraźnie siadła. Nie ma się co dziwić, bo po 5 latach hossy trudniej o fajerwerki. Do łask inwestorów powróciły obligacje skarbowe i złoto. Cały czas z niepokojem zerkamy na Ukrainę.

Zakładaliśmy, że po zajęciu Krymu Rosja odpuści na jakiś czas, by Zachód mógł naiwnie uwierzyć, że „naprawdę” chodziło tylko o ten półwysep. Ale wydarzenia we wschodniej Ukrainie wskazują, że Putin z całą stanowczością realizuje swoje mocarstwowe plany. Przy żenującej bierności świata zachodniego. Można zaryzykować tezę, że dalszy przebieg wydarzeń na rynkach finansowych może być ściśle powiązany z rozwojem wypadków u naszego wschodniego sąsiada. Na razie wszystkie strony starają zachowywać się wstrzemięźliwie, ale nie można wykluczyć, że – w przypadku dalszej bierności świata zachodniego – w którymś momencie sytuacja na Ukrainie może wymknąć się spod kontroli, co miałoby istotny wpływ na rynki finansowe.

Reasumując, wreszcie doczekaliśmy się tego, że warszawska giełda zachowuje się relatywnie mocniej od najważniejszych rynków. I to pomimo braku zainteresowania OFE polskimi akcjami. Warto obserwować zmianę nastawienia do rynków wschodzących. Zobaczymy czy okaże się trwała. Za czynnik ryzyka nr 1 uważamy dalszy rozwój wydarzeń na Ukrainie, będący pokłosiem agresywności Rosji i bierności Zachodu.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

 

11:25, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 kwietnia 2014

Komentarz z 1.04.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.


Skończył się pierwszy kwartał, czas na krótkie podsumowanie.

Zgodnie z naszymi prognozami, 5-letni byk nie jest już tak dynamiczny. Nie ma tej świeżości, jak chociażby jeszcze w 2013 r., kiedy wystarczyło kupić akcje na początku roku i liczyć wysokie zyski na koniec. Na większości rynków I kwartał minął w sumie remisowo, ale w międzyczasie nie ominęły nas korekty. Różnie się one ułożyły na poszczególnych rynkach. Przykładowo w Stanach najsłabszy był styczeń, w Europie najbardziej nerwowo zrobiło się w marcu.

Co się zmieniło? Na pewno największą (negatywną) niespodzianką była agresja Rosji na Krym. Co gorsze, ten czynnik ryzyka wcale nie wygasł i może w każdej chwili (w wariancie bazowym zakładamy, że za kilka miesięcy) powrócić. Wiele w tym przypadku zależy od dalszej strategii Putina.

Na naszym lokalnym rynku zmieniła się polityka inwestycyjna OFE. Z początkiem lutego stały się one prawie funduszami akcji (87% udział akcji). Ponadto przestały się tak bardzo interesować polskim rynkiem i ruszyły na zagraniczne zakupy. Mocno odczuły to średnie i mniejsze spółki, których kursy w niemałym zakresie skorygowały się.

Na globalnym rynku mocno wzrosły ceny surowców rolnych. Jest to pokłosie niekorzystnych warunków pogodowych oraz w pewnym stopniu napięcia na Ukrainie. Na wartości zyskało złoto, które prawdopodobnie przełamało trend spadkowy. Na drugim biegunie znalazła się miedź, której z kolei nie sprzyja słabość chińskiej gospodarki. Na wyróżnienie zasługują indeksy giełd w Atenach, Lizbonie i Rzymie (dwucyfrowe zyski), a także mocne zachowanie sektora utilities w całej Europie, w tym u nas.

Co dalej? Rynek byka ciągle nie został zanegowany, ale powtarzamy nasze motto z początku roku, że tak łatwo o zyski już nie będzie. Po 5 latach wzrostów nie spodziewajmy się fajerwerków, raczej ciężkiej walki o każdy procent zysków. Wygaszanie QE w Stanach trwa, co nie powinno dziwić przy 3% wzroście gospodarki. W Europie dane makro raczej wspierają kontynuację luźnej polityki pieniężnej. Ale mamy także agresywną Rosję z ambitnymi planami ekspansji. W Polsce kontynuujemy ożywienie gospodarcze. Dynamika PKB powinna przekroczyć 3%. Pogoda sprzyja. Stopy procentowe są bardzo niskie, co również jest wspierające dla giełdy. Marcowa po-krymska nerwowość okazała się dobrą okazją do uzupełnienia portfeli.

Reasumując, jesteśmy po remisowym I kwartale. Trend wzrostowy trwa, choć niewątpliwie staje się on coraz bardziej dojrzały. Kontynuacja wzrostów jest możliwa w krótkim i średnim terminie, o ile nie dojdzie do kolejnych napięć na Wschodzie.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.



10:59, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 marca 2014

Komentarz z 4.03.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

Luty okazał się udanym okresem dla inwestorów. Indeks S&P500 osiągnął rekord wszechczasów, a na warszawskiej GPW po 2 słabszych miesiącach nastąpił kontratak byków, zdumiewająco zresztą silny na ostatniej sesji miesiąca. Powodów do zadowolenia nie mieli jednak inwestorzy z ekspozycją na Ukrainę/Rosję.

Najlepiej zaprezentował się rynek amerykański, który z dość sporą łatwością i przy ciągle wysokim poziomie sceptycyzmu wspiął się na nowe szczyty. Na innych rynkach sytuacja nie rozwijała się tak jednoznacznie. Przykładowo DAXowi ta sztuka się nie udała. A im dalej na Wschód, tym emocje były/są coraz większe.

Na Ukrainie doszło do znaczących zmian politycznych, niestety okupionych krwawą próbą stłumienia protestu w Kijowie. Nie oznaczało to wcale zakończenia ukraińskiej sagi anno domini 2014. Wręcz przeciwnie – agresywny atak Rosjan na Krym i inne działania wskazują, że nowy rząd będzie zmuszony do walki o przetrwanie nie tylko swoje, ale całego kraju.

Warszawska GPW była targana z jednej strony pozytywnymi trendami z USA i negatywnymi informacjami ze Wschodu. Zmienność notowań była spora, co było szczególnie widoczne w ostatnim tygodniu. Kursy blue chips zachowywały się relatywnie lepiej. Prym wiodły banki. Kilka z nich zakończyło miesiąc na szczytach – BZ, PKO, Getin.

Z mniejszymi spółkami było gorzej. Najsłabiej z tymi, które prowadzą biznes na Ukrainie, jak Kernel czy Astarta. Dewaluacja hrywny, ogólne problemy związane z zamieszaniem politycznym, a teraz otwarty konflikt z Rosją nie sprzyjają ich notowaniom. Sporym wyzwaniem może być dla polskich spółek rynek rosyjski. Tamtejsi politycy zapewne na długo zapamiętają nasze zaangażowanie na rzecz nowej Ukrainy.

Co dalej? Wczorajsza sesja daje wyraźną wskazówkę, że inwestorów czekają bardzo nerwowe chwile. Agresywna postawa Rosji przy sporej bierności świata zachodniego (skąd my to znamy?), niestety nie wróżą niczego dobrego. Na plan dalszy schodzi teraz kwestia ożywienia gospodarczego. Pod znakiem zapytania staje prowadzenie działalności gospodarczej na Ukrainie czy eksport do Rosji.

Problemem numer jeden będzie przebieg wydarzeń u naszych wschodnich sąsiadów. Ukraina stoi na krawędzi i głównie od postawy państw Zachodu zależy teraz jej przyszłość. Obyśmy doczekali się skutecznych działań. Rynek finansowy karę agresorom wymierzył już wczoraj. RTS tracił kilkanaście procent. Rubel musiał być wspierany przez rosyjski bank centralny.

Reasumując, luty przyniósł powrót do trendu głównego – hossy. Niestety, wydarzenia ostatnich dni na Ukrainie nakazują bardzo ostrożne podejście do inwestowania. Sytuacja może być bardzo zmienna. Dużo zależy od postawy przywódców świata zachodniego.

09:04, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 lutego 2014

Komentarz z 18.02.2014 r.
Sebastian Buczek
Prezes Zarządu Quercus TFI S.A.

 

Grudniowo-styczniowa korekta na GPW już dawno jest wspomnieniem. Jeszcze pod koniec stycznia akcje zaczęły piąć się w górę. W lutym pozytywne tendencje są kontynuowane. Od lokalnego dołka WIG wzrósł o ok. 6%. Czy czeka nas atak na szczyt?

Nie jest to wykluczone, aczkolwiek po pierwsze – nie sądzimy, aby odbyło się to z marszu. Wydaje się, że rynek powinien trochę odpocząć. Po drugie – warunkiem jest brak negatywnych bodźców zewnętrznych. Właśnie ten warunek / czynnik ryzyka może być największą przeszkodą w ataku na strefę 55-60 tys. punktów.

Na razie inwestorzy na świecie jakby zapomnieli o problemach rynków wschodzących. Giełdowe indeksy odbiły, waluty ustabilizowały się. Również u naszych wschodnich sąsiadów sytuacja nieco poprawiła się. Przynajmniej na chwilę, na czas igrzysk.

Olimpiada jednak za chwilę skończy się i na Ukrainie może zrobić się gorąco. Jest to jedno z poważniejszych wyzwań, z jakimi prawdopodobnie będą musieli się zmierzyć inwestorzy w naszym regionie. Opozycja upomni się o władzę. Z drugiej strony Rosja nie będzie chciała stracić wpływów. Zapowiada się nerwowa ukraińska wiosna.

Również w przypadku innych rynków wschodzących pogorszenie nastrojów może powrócić jak bumerang. Fed nadal będzie ograniczał QE, tak więc inwestorzy grający przeciwko rynkom tzw. kruchej piątki będą jeszcze mieli co dyskontować. A my wprawdzie nie jesteśmy już zaliczani do emerging markets, ale przy większej wyprzedaży nie uniknęlibyśmy wycofywania kapitału.

Wracając na nasz parkiet – trwa sezon wynikowy. Na razie nie ma zbyt wielu zaskoczeń. Dobrze prezentuje się sektor finansowy. I stali prymusi, z LPP na czele. Gros słabszych wyników pewnie pojawi się dopiero pod koniec okresu raportowania. W tłumie łatwiej się ukryć.

Poprawa sytuacji na GPW nie pozostanie bez wpływu na decyzje inwestorów detalicznych. Przy bardzo niskim poziomie oprocentowania depozytów, część wolnych środków płynie w kierunku funduszy inwestycyjnych. A to powinno mieć pozytywne przełożenie na notowania, szczególnie średnich i mniejszych spółek. Tym bardziej, że z polskiej gospodarki cały czas płyną korzystne sygnały. Dynamika PKB przyspiesza zgodnie z historycznymi wzorcami.

Reasumując, grudniowo-styczniowa korekta jest już wspomnieniem. Teraz zajmujemy się tym czy rynek stać jest na atak na nowy szczyt. W naszej ocenie jest to możliwe, ale raczej nie tak od razu i pod warunkiem, że nie pogorszy się ponownie sytuacja na rynkach wschodzących.

Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

 

13:04, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26