Komentarze giełdowe Sebastiana Buczka, Prezesa Zarządu Quercus TFI S.A.
Sebastian Buczek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
poniedziałek, 03 listopada 2008

Nareszcie. Tak najkrócej można skomentować to, co wydarzyło się na rynkach finansowych w ubiegłym tygodniu.

Po wcześniejszej bezprecedensowej wyprzedaży nadeszło oczekiwane odreagowanie. Jego siła była proporcjonalna do skali spadków. WIG po 33% zniżce od początku października wzrósł w ciągu 5 sesji o 12%. Umocniły się także złoty i obligacje skarbowe.

Pomimo ubiegłotygodniowej korekty, październik zakończył się 24% spadkiem WIG, co jest jednym z najgorszych wyników w historii GPW w Warszawie. Wielu inwestorów wprawdzie ostatnio odetchnęło z ulgą, ale na rynku dominuje strach i niepewność przed tym, co przyniesie przyszły rok.

Barometr nastroju polskich inwestorów instytucjonalnych, jakim jest udział akcji w OFE, spadł do ok. 20%, czyli skrajnie niskiego poziomu, nienotowanego w historii (poza początkową fazą funkcjonowania funduszy), co jest informacją jednoznacznie pozytywną.

Pomimo 12% odbicia WIG w ubiegłym tygodniu, powyższe przesłanki dają nadzieję na nieco trwalszy charakter obecnej korekty. Jeśli nic nadzwyczajnego nie wydarzy się w najbliższych tygodniach na świecie, jest szansa, by WIG znalazł się na poziomie 31 tys. punktów, a w optymistycznym scenariuszu wydarzeń – nawet 34 tys. punktów. Należy jednak cały czas pamiętać, że nadal jesteśmy w bessie.

09:17, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 października 2008

Ani sygnał kupna sprzed dwóch tygodni, ani spadek zaangażowania OFE w akcjach do rekordowo niskiego poziomu (poniżej 20%) nie pomogły polskiemu rynkowi akcji. O skali przeceny najlepiej świadczy fakt, że tylko w październiku WIG stracił 33%, podczas gdy historycznie miesiące z 10% spadkiem indeksu uznawane były za bardzo słabe.

Krach nastąpił nie tylko na giełdzie. Złoty znalazł się na poziomach, które jeszcze kilkanaście dni temu wydawały się nierealne (3,1 do USD i 3,9 do EUR). Na rynku obligacji skarbowych płynność zaniknęła, ceny załamały się, a rentowności podskoczyły do abstrakcyjnego poziomu 8%. Na świecie nie było lepiej. Każdego dnia rynki pogrążały się coraz bardziej, a inwestorów ogarnęła panika i widmo powtórzenia się kryzysy z lat 1930.

Ceny wielu polskich akcji spadły do poziomów niewidzianych od lat. Najbardziej przeceniono banki. Ich kursy są wręcz śmieszne, chyba że będziemy świadkami poważnych problemów w naszym systemie finansowym.

Odreagowanie spadków, być może nawet bardzo gwałtowne i znaczące, może nadejść w każdej chwili. Nie należy mieć jednak złudzeń. Bessa nie skończy się szybko.

Koniec spadków prognozujemy w pierwszej połowie 2009 r., kiedy będzie można stwierdzić, jaka jest skala recesji w USA i Europie Zachodniej oraz spowolnienia u nas, a także jakie jest przełożenie tych procesów na wyniki finansowe firm. Do tego czasu lepiej skupić się na ochronie kapitału, chyba że ktoś ma nieodpartą chęć trafienia w dołek i zagrania na odbicie.

09:10, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 października 2008

Od początku października WIG stracił 22%, od początku roku – 50%. Tak silnej wyprzedaży nie obserwowaliśmy od 1994 r. Na początku ubiegłego tygodnia wydawało się, że silne odbicie na warszawskiej GPW jest nieuniknione. Optymizmu starczyło jednak na całe dwa dni. Później przyszła kolejna fala wyprzedaży i pogłębienie dołków, pomimo zupełnie przyzwoitego zachowania amerykańskiego i zachodnioeuropejskich rynków akcji.

W połowie ubiegłego roku, kiedy WIG osiągał 66-67 tys. punktów, zaangażowanie OFE w akcjach wynosiło 38%. Dziś, kiedy WIG znalazł się na poziomie poniżej 30 tys. punktów, udział akcji można szacować na ok. 20-21%. Nie jest moją intencją krytyka kolegów po fachu z OFE, ale wydaje się, że tak drastyczny spadek cen akcji na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy powinien skłonić OFE do ich akumulacji.

Jednego z powodów ubiegłotygodniowej słabości naszego rynku upatruje się w wyzwaniach stojących przed Węgrami oraz działalności funduszy hedgingowych, które – jak głosi rynkowa plotka – wyprzedawały na krótko (short sale) akcje banków z Europy Centralnej.

Jak w każdej plotce, może i w tej jest trochę prawdy. Szczególnie, że nie trzeba mieć bardzo bujnej wyobraźni, aby przy obecnym kryzysie zaufania wpaść na następujący scenariusz zdarzeń. Ktoś wyprzedaje akcje banków, rozpuszczając jednocześnie informacje, że instytucje te mogą mieć poważne problemy. Klienci banków, widząc, co się dzieje z kursami i nie wierząc w zapewnienia zarządów banków, że nic złego się nie dzieje, zaczynają wykonywać nerwowe ruchy, wycofując z banków depozyty albo konwertując je na bezpieczne bony skarbowe. Banki faktycznie zaczynają mieć problemy i również zaczynają wykonywać nerwowe ruchy. To może powodować dalszą wyprzedaż ich akcji i daje możliwość taniego odkupienia akcji przez pomysłodawców całego zamieszania.

W Polsce na szczęście mamy OFE, które w takiej sytuacji mogłyby akumulować taniejące akcje banków, odbierając zarządzającym z funduszy hedgingowych niebezpieczne zabawki i odsyłając ich do innej piaskownicy.

Na zakończenie pozwolę sobie przypomnieć, że jedną z przyczyn załamania amerykańskiego rynku akcji w roku 1929 był wcześniejszy balon spekulacji, który w dużym stopniu zawdzięczano działalności tzw. pooli inwestycyjnych. Po krachu działalność pooli zdelegalizowano, wprowadzając w latach 1930 ustawy regulujące m.in. działalność funduszy inwestycyjnych.

Być może nadeszła pora, aby zadać sobie pytanie czy działalność funduszy hedgingowych nie wywołuje podobnych niekorzystnych zjawisk, jakie towarzyszyły funkcjonowaniu spekulacyjnych pooli z lat 1920. Warto zastanowić się czy nie uregulować działalności funduszy hedgingowych, by zapobiec wybuchowi kolejnej tykającej bomby, która mogłaby jeszcze bardziej pogrążyć światowy system finansowy.

08:28, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 13 października 2008

Piątkowa sesja (z 10 X br.) przejdzie do historii warszawskiej giełdy. WIG spadł o 8% do 31 tys. punktów, tracąc podczas sesji nawet 12%. Aż 6 spółek z indeksu WIG20 potaniało o ponad 10%, w tym akcje KGHM przeceniono o 21%.

Strach wziął górę nad resztką zdrowego rozsądku. Inwestorzy wyprzedawali wszystko, jak popadło. Nie tylko akcje. Również obligacje i złotego. Ten ostatni stracił 3% do euro i 4% do dolara. Krach. Czegoś podobnego nie widzieliśmy od 1994 r.

Według wszelkich reguł inwestowania, taka sytuacja może być idealnym momentem do… zakupów przecenionych instrumentów. Z dość wysokim prawdopodobieństwem można stwierdzić, że giełdowe indeksy osiągają teraz swoje lokalne dno, po czym powinno dojść do silnego odreagowania.

Wprawdzie bessa trwa nadal, ale spadki nie mogą trwać bez przerw na korekty. Spójrzmy na cyfry. WIG stracił od ubiegłorocznego szczytu już 54%, czyli tyle, ile podczas całej ostatniej bessy. W samym październiku WIG spadł aż o 17%, co jest jednym z największych miesięcznych spadków w historii warszawskiego parkietu!

Zaangażowanie OFE w akcjach można szacować obecnie na zaledwie 21-22%, a więc na poziomie niższym, niż na dnie poprzedniej bessy. Nadeszła pora na silne odbicie.

08:53, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 października 2008
W piątek plan ratunkowy Paulsona został przegłosowany przez Izbę Reprezentantów i podpisany przez prezydenta Busha. Niestety, nie wzbudziło to entuzjazmu na rynkach, przynajmniej na razie. Co więcej, techniczny obraz indeksów najważniejszych rynków akcji wygląda słabo, tak, jakby szykowały się one do kolejnej fali wyprzedaży.

A jest się czego obawiać. Bieżący kryzys w sektorze finansowym przełoży się na kondycję gospodarki globalnej i poszczególnych państw. Najważniejszym wydarzeniem mijającego tygodnia nie było – w mojej ocenie – uchwalenie planu Paulsona. Była nim wypowiedź J-C. Tricheta, szefa Europejskiego Banku Centralnego, będąca wyraźnym sygnałem, że już wkrótce stopy procentowe w strefie euro trzeba będzie ciąć.

Jest to również ważny sygnał dla Rady Polityki Pieniężnej, a w szczególności dla tych jej członków, którzy cały czas widzą potrzebę zacieśniania polityki pieniężnej w Polsce. Biorąc pod uwagę nadchodzące silne spowolnienie w europejskiej i naszej gospodarce oraz związane z nim procesy dezinflacyjne, należy już dziś poważnie zastanawiać się, kiedy w Polsce ciąć stopy.
09:33, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 września 2008

Ostatni tydzień na światowych rynkach finansowych upłynął pod znakiem oczekiwania na plan ratunkowy dla amerykańskiego systemu finansowego.

Rząd i politycy w USA spierali się nad rodzajem i wielkością pomocy dla chwiejących się banków. W czwartek urząd nadzoru przejął kontrolę nad kasą oszczędnościową Washington Mutual. W końcu w trakcie weekendu wynegocjowano plan ratunkowy, okrojony w stosunku do wersji pierwotnej. Jego uchwalenie jest kwestią najbliższych dni.

Inwestorzy są przestraszeni i to nie tylko w USA, ale również na Starym Kontynencie. Ostatnim przykładem problemów, z jakimi borykają się instytucje finansowe, jest częściowa nacjonalizacja banku Fortis. Nie pamiętam, kiedy sentyment był tak zły, prawdopodobnie tuż po ataku terrorystycznym na World Trade Centre.

Pojawiają się czarne scenariusze, łącznie z upadkiem amerykańskiego systemu finansowego i poważnymi problemami wielu europejskich instytucji, które mogłyby mieć problemy z zachowaniem płynności.

Historycznie w takich momentach akcje należało kupować. Po okresie strachu następowało zwykle kilkutygodniowe odreagowanie i dość silna fala wzrostowa. Jest zatem szansa, że i tym razem inwestorzy choć na pewien czas będą mogli odetchnąć od ciągłego spadku kursów.

10:14, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 września 2008

Ubiegły tydzień można zaliczyć do najbardziej dramatycznych w bieżącym roku. Ogólnoświatowa wyprzedaż akcji spowodowana została upadkiem banku Lehman Brothers i de facto nacjonalizacją firmy ubezpieczeniowej AIG.

Najgorzej sytuacja przedstawiała się w Moskwie, gdzie z powodu gwałtownej wyprzedaży, największej od 1998 r., władze zdecydowały się na zawieszenie notowań. Sytuacja zdecydowanie poprawiła się w czwartek i piątek, kiedy poinformowano o skoordynowanej akcji banków centralnych oraz planach powołania specjalnej instytucji w USA, która miałaby się zająć ustabilizowaniem sytuacji sektora finansowego poprzez wykup „toksycznych” instrumentów finansowych.

Inwestorów ogarnęła panika. Sytuacja przypominała tę ze stycznia, a spadki na giełdach były wiodącym tematem w mediach. Jest to – przynajmniej z krótkoterminowej perspektywy – sygnał jak najbardziej pozytywny. Zwykle po tak dramatycznych wydarzeniach mieliśmy do czynienia z kilkutygodniowym odreagowaniem, czego zapowiedzią mogą być piątkowe silne wzrosty.

Bardziej optymistycznie nastawieni inwestorzy mogą oczekiwać, że ubiegły tydzień przyniósł na tyle przełomowe wydarzenia – z bankructwem i nacjonalizacją największych amerykańskich instytucji finansowych włącznie – że być może mieliśmy do czynienia z apogeum spadków i końcową fazą bessy.

Należy jednak pamiętać, że – po pierwsze – inwestorzy jeszcze nie do końca dyskontują spowolnienie wzrostu gospodarczego, po drugie – nie słychać jak dotychczas o potencjalnych problemach funduszy hedgingowych (a w bieżących zmiennych warunkach rynkowych można ich oczekiwać) i po trzecie – poziom zaufania inwestorów do instytucji finansowych jest teraz tak niski, że plotki o możliwych kłopotach jakiegoś podmiotu mogą nawet przesądzić o jego istnieniu. Niestety, dotyczy to również polskiego rynku.

08:54, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 września 2008

Wydarzeniem ostatniego tygodnia była niespodziewana zapowiedź premiera Tuska o wejściu Polski do strefy euro w 2011 roku. Perspektywa przyjęcia europejskiej waluty nie jest może zaskoczeniem, ale warunki, w jakich premier złożył oświadczenie i przede wszystkim termin wprowadzenia euro, są niespodzianką.

Dla polskiego rynku finansowego słowa premiera miały duże znaczenie. Najbardziej pozytywnie zareagowały ceny długoterminowych obligacji skarbowych, które gwałtownie wzrosły. Złoty po kilku tygodniach korekty znowu zaczął umacniać się. Jedynie rynek akcji zareagował neutralnie.

Po wypowiedzi premiera wielu wybitnych ekonomistów stwierdziło, że rok 2011 jest mało realnym terminem, wskazując na lata 2012-2014 jako bardziej prawdopodobny moment wprowadzenia euro w naszym kraju. Jest zatem szansa, że w trakcie piłkarskiego Euro2012 będziemy płacić już we wspólnej walucie.

Pomimo, iż dla cen akcji słowa premiera nie miały dużego znaczenia, warto jednak zauważyć, że w dłuższym okresie wprowadzenie euro powinno korzystnie wpłynąć na notowania polskich spółek. I nie tylko chodzi o interesy przedsiębiorstw prowadzących wymianę międzynarodową, która stanie się mniej ryzykowna, szczególnie w kontekście ostatniego zachowania się złotego.

Skorzysta na tym większość spółek, ponieważ dzięki konwergencji stóp procentowych i większego zaufania do Polski, spadnie wymagana przez inwestorów stopa zwrotu z lokat w nasze aktywa finansowe, co powinno pozytywnie przełożyć się na wzrost wycen spółek notowanych na warszawskiej giełdzie.

10:30, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 września 2008

Wydarzeniem ostatniego tygodnia było dalsze gwałtowne osłabienie złotego. Po wielu miesiącach ciągłego umacniania się polskiej waluty, zakończonym skokową aprecjacją w lipcu, w ostatnim czasie złoty wreszcie osłabił się i to z zaskakującą siłą. W ciągu 5 tygodni nasza waluta osłabiła się z poziomu 3,20 do 3,46 do EUR i z 2,02 do 2,42 do USD.

Gwałtowne osłabienie złotego z jednej strony można wiązać z wcześniejszą długotrwałą aprecjacją (na zasadzie odreagowania wcześniejszych wzrostów), z drugiej strony może wynikać z ucieczki kapitału z ryzykownych rynków wschodzących w kierunku bardziej bezpiecznych klas aktywów.

Tak silny ruch może u niektórych inwestorów wywoływać nerwowe reakcje. Wzrosło, choć nieznacznie, prawdopodobieństwo jeszcze jednej podwyżki stóp przez RPP. Jednak najważniejsze jest to, że ostatnie osłabienie złotego jest korzystne dla polskiej gospodarki i wielu spółek notowanych na GPW w Warszawie.

Konkurencyjność polskich przedsiębiorstw wyraźnie poprawi się, a eksporterzy, którzy działali już na progu rentowności, znowu będą osiągać zyski. Jeśli ta tendencja utrzyma się, to w perspektywie kilku miesięcy możliwa będzie również poprawa salda deficytu na rachunku bieżącym.

08:47, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (7) »
wtorek, 02 września 2008

Wydarzeniem ostatniego tygodnia było posiedzenie RPP. Zgodnie z oczekiwaniami większości analityków, Rada nie podniosła stóp, ale nie wykluczyła dalszego zacieśniania polityki pieniężnej, jeśli będzie tylko taka potrzeba.

 

Decyzję Rady należy uznać za słuszną, pomimo głosów części ekonomistów i nawet niektórych członków samej RPP o konieczności podwyżki rzędu 25-50 punktów bazowych.

 

Zwolennicy dalszego zacieśniania polityki zwracają uwagę m.in. na wzrost poziomu inflacji bazowej (prawdopodobnie do 2,8% w sierpniu) oraz utrzymującą się wysoką dynamikę wzrostu wynagrodzeń, zdecydowanie przewyższającą wzrost wydajności pracy. Kolejnym argumentem dla jastrzębi może być fakt, że polska gospodarka w II kwartale br. rozwijała się w tempie szybszym (5,8%) od oczekiwanego (5,5%).

 

Na szczęście w Radzie przeważyły głosy tych członków, którzy dostrzegają znaczenie spadku cen surowców i nadchodzącego spowolnienia, zarówno w gospodarce globalnej, jak i polskiej.

 

Wolniejszy rozwój gospodarczy powinien również pozwolić na stopniowe wygaszenie dwucyfrowej obecnie dynamiki wzrostu wynagrodzeń. Największym znakiem zapytania jest skala spowolnienia w 2009 r. – czy dynamika PKB będzie bliższa 4%, czy może tylko 3%?

08:45, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »