Komentarze giełdowe Sebastiana Buczka, Prezesa Zarządu Quercus TFI S.A.
Sebastian Buczek
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
poniedziałek, 09 marca 2009
Gwałtowny spadek kursów polskich banków w styczniu i lutym skłania do zadania pytania – czy jest to superokazja, czy może zwiastun drastycznego załamania wyników w 2009 roku?

Jeszcze kilka miesięcy temu kursy polskich banków zachowywały się poprawnie, a na tle zagranicznych spółek-matek można by rzec, że nawet rewelacyjnie. Kursy takich tuzów, jak AIB, AIG, Citibank czy ING straciły 90% i więcej. Sytuacja drastycznie pogorszyła się jednak w październiku. Kursy polskich banków zanurkowały. Później nastąpiła chwilowa poprawa, ale od początku bieżącego roku notowania podążają w tę samą stronę, co zagranicznych instytucji finansowych. Przez dwa pierwsze miesiące subindeks WIG-Banki stracił ponad 40%! Ceny akcji polskich banków spadły tak bardzo, że wskaźniki P/BV znalazły się na poziomach nie widzianych od połowy lat 1990 i wynoszą od 0,5 do 1,3.

Jeżeli założymy, że polskie banki nie będą zmuszone do podwyższania kapitałów, tak jak największe instytucje finansowe na świecie, to obecny poziom kursów należałoby uznać za superokazję, przynajmniej z długoterminowej perspektywy.

Problem w tym, że wyniki polskich banków za IV kwartał nie napawają optymizmem. Instytucje te toczą irracjonalną wojnę depozytową. Pojawiły się także nie widziane w ostatnich latach potężne rezerwy na zagrożone kredyty i nieszczęsne opcje walutowe. Co więcej, w ostatnich dniach dwóch znanych analityków opublikowało raporty, z których wynika, że w bieżącym roku zyski polskich banków spadną średnio aż o 2/3 (!) w porównaniu do roku 2008, a w niektórych przypadkach możliwe są straty. Czy aż takie pogorszenie wyników banków jest już w cenach?

Na zakończenie coś optymistycznego. W ubiegłym tygodniu warszawska giełda była jedną z najmocniejszych na świecie. Tym razem inwestorom nie przeszkadzały spadki w Nowym Jorku. Mocno zaskakujące in plus.
09:28, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 marca 2009

W ubiegłym roku WIG spadł o 51%, w tym – sytuacja rozwija się równie źle. Na koniec lutego główny indeks warszawskiego parkietu był już 20% niżej niż na koniec grudnia.

Tym razem prym w spadkach wiodą banki. W samym lutym dwa największe straciły po 30%. Inne banki zachowały się nieco lepiej, bo już wcześniej znacząco straciły na wartości. Głównej przyczyny przeceny banków należy upatrywać w tym, że na całym świecie inwestorzy drżą o ich przyszłość. Na razie to rządy poszczególnych państw biorą na siebie ciężar podtrzymywania działalności tych instytucji. Praktycznie w każdym tygodniu słychać o kolejnej częściowej nacjonalizacji instytucji finansowych. Działania te, niestety, odbywają się najczęściej kosztem dotychczasowych akcjonariuszy. Akcje tanieją, a szans na dywidendy w najbliższym czasie nie ma.

W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej toczy się już od wielu tygodni dyskusja na temat wynagrodzeń, w tym premii kluczowych menadżerów tych instytucji, które uzyskały pomoc od państwa. Wszyscy są zbulwersowani poziomem dochodów szefów banków, szczególnie w kontekście strat finansowych i spadku kursów ich akcji. U nas takiej dyskusji do tej pory nie było. Ktoś powie, że nasi menadżerowie nie są aż tak hojnie wynagradzani. Z drugiej strony nasze instytucje nie prowadzą biznesu na taką skalę, jak zachodnioeuropejskie czy amerykańskie, w związku z czym wynagrodzenia powinny być proporcjonalnie mniejsze. Myślę, że wiele osób jest zainteresowanych, co będzie z bonusami kadr zarządzających za 2008 r. Wprawdzie polskie instytucje pomocy od państwa nie potrzebowały, ale akcjonariusze po kieszeniach dostali. Ceny akcji spadły o kilkadziesiąt procent, a dywidend można spodziewać się tylko w nielicznych przypadkach (Pekao S.A., Bank Handlowy, Noble Bank). Mam niestety wrażenie, że podobnie jak na świecie, obecną część kryzysu bardziej odczują inwestorzy, niż menadżerowie.

Wracając jednak do giełdy – ostatnie dni obfitują w raporty z wynikami finansowymi za IV kwartał. Widać w nich znaczące pogorszenie w stosunku do poprzednich okresów. A to nieszczęsne opcje, a to spadek zamówień/popytu, a to konieczność tworzenia rezerw. Są oczywiście i pozytywne niespodzianki. Z ostatnich przypadków można wymienić Pekao S.A., które zaskoczyło analityków in plus, chociaż niektórzy zauważyli, że poziom rezerw był zaskakująco niski w porównaniu do innych banków. Miłą niespodziankę sprawił Budimex. Generalnie spółki budowlane wypadają dobrze, bo mają jeszcze wcześniej podpisane kontrakty. Nie zawiodły spółki reprezentujące sektor detaliczny – LPP, NG2, Empik czy Eurocash. Spadek dynamiki konsumpcji jest jednak nieuchronny. Niektóre spółki zaczęły korzystać na osłabieniu złotego. Chyba największym beneficjantem była Htl Strefa, której kurs właśnie osiągnął roczne maksimum (są tylko 2 takie spółki na naszej giełdzie).

Reasumując, trudno uznać dwa pierwsze miesiące nowego roku za udane. Pogarszające się otoczenie gospodarcze w mocny sposób odzwierciedla się w wynikach wielu przedsiębiorstw i banków. Jedynym pocieszeniem może być pozytywny wpływ słabszego złotego (za wyjątkiem posiadaczy spekulacyjnych opcji). Może on w perspektywie kilku miesięcy uchronić nas przed podobną zapaścią gospodarczą, jakiej doświadczają kraje Europy Zachodniej.

09:21, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 lutego 2009

Patrząc z dzisiejszej perspektywy na to, co wydarzyło się w Polsce w ostatnich miesiącach, można stwierdzić, że sami wpakowaliśmy się w niezłe tarapaty. Jeszcze pół roku temu uchodziliśmy (głównie w naszym mniemaniu) za wyspę szczęśliwości. Hasła w stylu „nas kryzys nie dotknie”, „u nas jest znacznie lepiej”, „nasz system finansowy jest stabilniejszy” padały z każdej strony.

Dziś już wiemy, że wyspą szczęśliwości nie jesteśmy. Najpierw załamanie na giełdzie, później opcje walutowe, gwałtowne osłabienie złotego, w końcu ostre hamowanie gospodarki i wzrost bezrobocia. Dziś wiemy, że czeka nas trudny rok, a najprawdopodobniej dwa. Może warto wyciągnąć wnioski z tego, co wydarzyło się w ostatnich miesiącach, aby uniknąć kolejnych problemów.

Po pierwsze skoro wiemy, że globalny kryzys dotarł i do nas, to zacznijmy obserwować inne kraje, posunięcia ich rządów i banków centralnych oraz skuteczność tych działań.

Po drugie przestańmy toczyć ideologiczne spory i ratujmy to, co jeszcze do uratowania zostało. Dobrym przykładem jest toczący się spór o euro, a dokładniej o moment wejścia Polski do mechanizmu ERM2. W ubiegłym tygodniu raport w tej sprawie przedstawił NBP. Oczywiście był to raport z podtekstem politycznym – euro tak, ale może nie teraz. Jak ktoś patrzy na nas z zewnątrz, pewnie nie może się nadziwić, dlaczego pomimo doświadczeń ostatnich miesięcy NBP (oraz wiadoma frakcja polityczna) nie mogą pogodzić się z myślą, że teraz jednym głosem należy powiedzieć „tak” dla euro.

Po trzecie przygotujmy się na gorsze scenariusze wydarzeń. Przykładowo, Ukraina ma poważne problemy. Jeżeli doszłoby do załamania tamtejszego systemu finansowego, nam się też dostanie. Dla zagranicznych inwestorów nie jest ważne to, że jesteśmy w lepszej sytuacji. Ważne jest to, że jesteśmy w tym samym regionie centralnej i wschodniej Europy, który teraz nie jest dobrze postrzegany na Zachodzie. Powinniśmy mieć plan, co w takiej sytuacji robić.

Na zakończenie kilka słów o najważniejszym wydarzeniu bieżącego tygodnia – posiedzeniu RPP. Pytanie – czy pomimo słabego złotego Rada zdecyduje się na kolejne cięcie stóp? W mojej ocenie powinna. Argument w postaci gwałtownego spadku tempa rozwoju polskiej gospodarki powinien przeważyć.

09:54, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 lutego 2009
Nie chcę być oskarżany o szerzenie paniki, ale sytuacja wygląda coraz gorzej. Kilka miesięcy temu, gdy zastanawialiśmy się nad czarnymi, ale – wydawało się wówczas – mało realnymi scenariuszami wydarzeń w roku 2009, przychodziła nam na myśl katastrofa finansowo-gospodarcza na Ukrainie. Niestety po kilku miesiącach wygląda na to, że nasz wschodni sąsiad zmierza dokładnie w tę stronę, którą można sobie było wyobrazić w najgorszych snach.

Już wcześniej dochodziły niepokojące sygnały. Ukraińska produkcja przemysłowa w ostatnich miesiącach załamała się. MFW odmówił drugiej rundy wsparcia, a pani premier poprosiła Rosję o pomoc finansową wysokości 5 mld USD. W ostatnich dniach pojawiły się informacje, że ukraiński system bankowy jest na skraju bankructwa. Do dymisji podał się minister finansów. Władze Dniepropietrowska zapowiedziały wstrzymanie budowy stadionu na Euro2012. O powadze sytuacji świadczy dobitnie zaniepokojenie obecną sytuacją na Ukrainie w… Wiedniu. Jak wiadomo austryjackie banki są mocno zaangażowane na Ukrainie. Jeśli faktycznie doszłoby do załamania tamtejszego systemu finansowego, zarówno Raiffeisen (International), jak i Bank Austria oraz Erste mogą popaść w poważne problemy, bo już dziś ich sytuacja jest trudna. W związku z tym Austryjacy szykują środki ratunkowe na ewentualną pomoc dla naszego wschodniego sąsiada.

Globalny kryzys, który rozpoczął się ponad półtora roku temu w Stanach Zjednoczonych, dotarł już zatem do naszych granic. To, co może wydarzyć się na Ukrainie, niestety uderzy również w nas. Nie jest tajemnicą, że w największym stopniu załamaniem u naszego sąsiada może być dotknięte Pekao S.A., które ma ok. 2-3 miliardowe zaangażowanie w ukraińskim UniCredit Bank. Również w przypadku PKO BP i Getin Holding kryzys może się negatywnie przełożyć na wyniki finansowe w kolejnych kwartałach. Innym przypadkiem są polscy producenci, którzy mają swoje spółki-córki na Ukrainie, jak Barlinek. Z jednej strony spada popyt na ich produkty, z drugiej – przy dalszej deprecjacji kursu hrywny – może okazać się, że eksport produktów z Ukrainy będzie niezwykle rentowny.

Problemy naszego sąsiada mogą przyczynić się także do dalszej presji na złotego, co nie byłoby dobrą informacją. Sytuacja na polskim rynku finansowym jest już bowiem wystarczająco napięta i kolejna fala wyprzedaży naszej waluty mogłaby wywołać poważne problemy.
09:02, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 09 lutego 2009
Czegoś takiego na złotym nie widzieliśmy od dawna. Od sierpnia trwa ciągłe i bardzo gwałtowne osłabienie naszej waluty. Osłabienie to przyspieszyło w październiku podczas krachu na rynkach finansowych i w ostatnich tygodniach. Od letniego dołka USD umocnił się do PLN o ok. 75%, a EUR o ponad 40%. Przyspieszenie osłabienia złotego w ubiegłym tygodniu wywołało dużą nerwowość inwestorów, zarówno na rynku akcji, jak i obligacji. Warszawska giełda była jedną z najsłabszych na świecie, a ceny polskich obligacji traciły na wartości.

Z długoterminowej perspektywy dla polskiej gospodarki osłabienie naszej waluty można generalnie uznać za korzystne. Oznacza ono bowiem wyraźną poprawę konkurencyjności naszych przedsiębiorstw. Powinno oddziaływać stymulująco na rozwój eksportu i w okresie kilku kwartałów ograniczyć deficyt handlowy.

Niestety w krótkim terminie tak gwałtowne osłabienie złotego oznacza poważne problemy dla wielu firm i niektórych banków. Wszystko przez nieszczęsne opcje walutowe, które obecnie urastają do problemu nr 1 w naszej gospodarce. Skala zjawiska, dzięki spekulacyjnym zagrywkom jednego lub grupy dużych inwestorów zagranicznych, stała się niebezpieczna. Bierność rządu i banku centralnego może doprowadzić do dalszego osłabienia złotego, ogromnych strat firm i banków, a w konsekwencji do poważnego kryzysu w całej polskiej gospodarce. Może się tak stać z zupełnie błahego powodu, który w ostatnich miesiącach był ignorowany i teraz urósł niespodziewanie do poważnego problemu.

Jest to kolejny dowód na to, jak groźne dla świata realnego mogą być finansowe spekulacje przeprowadzane przez dużych inwestorów, w tym przypadku spekulacje polegające na sztucznym zaniżaniu wartości naszej waluty przez zagranicznych inwestorów.
08:13, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lutego 2009
Jednym z najważniejszych wydarzeń minionego tygodnia było ogłoszenie planów połączenia Noble Banku i Getin Banku. Inwestorzy ocenili ten pomysł dość chłodno – kursy Noble Banku i Getin Holdingu spadły, przy czym w tym pierwszym przypadku spadek był bardziej dotkliwy. Wskazuje to czyim kosztem – w opinii rynku – połączenie będzie przeprowadzone. Częściowo nastroje akcjonariuszom mniejszościowym Noble Banku może poprawić dywidenda z zysku za rok 2008.

Złośliwi stwierdzili, że połączenie ma na celu poprawę płynności Getin Banku. Inni zwracali uwagę na ewentualne zmniejszenie kosztów pozyskiwania finansowania przez połączoną instytucję. Wart podkreślenia jest jednak główny aspekt tego połączenia, na który zwracali uwagę przedstawiciele obu banków. Getin Holding i jego właściciel szykują się do przejęcia innego dużego banku w Polsce.

Zagraniczni inwestorzy strategiczni polskich banków przeżywają obecnie trudne chwile. W wielu przypadkach muszą posiłkować się pieniędzmi rządowymi, by przetrwać obecny kryzys finansowo-gospodarczy. W ciągu kilku najbliższych miesięcy może okazać się, że mamy w naszym kraju do sprzedaży kilka instytucji finansowych i to nie tylko banków, ale również firm ubezpieczeniowych, PTE czy TFI. Zainteresowanie ewentualnymi przejęciami deklarowały dotychczas PZU i PKO BP. Do tej dwójki dołączył właśnie Getin Holding.

We wszystkich trzech przypadkach mamy do czynienia z polskim kapitałem. Oznacza to, że gdyby doszło do transakcji, znacząco zmieniłaby się struktura własnościowa w polskim systemie finansowym. Po latach dominacji kapitału zagranicznego (niektórzy twierdzili, że zbyt dużej dominacji), może okazać się, że ponownie przewagę odzyska kapitał polski, a głównym rozgrywającym stanie się Skarb Państwa, który jest głównym właścicielem dwóch z trzech potencjalnych ośrodków konsolidacji.

Oczywiście może okazać się, że zagraniczne instytucje finansowe poradzą sobie z obecnym kryzysem bez konieczności wyprzedaży zagranicznych aktywów i wtedy ani PZU, ani PKO BP, ani Getin Holding nic większego nie kupią.
08:23, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 26 stycznia 2009

To był czarny tydzień dla banków i innych instytucji finansowych. Rekordowa strata Royal Bank of Scotland i spadek kursu o 2/3, konieczność zasilenia belgijskiego KBC rządowymi środkami, potrojenie rezerw na zagrożone kredyty w rosyjskim VTB. Kursy banków zanurkowały, przebijając październikowe dno.

W wielu przypadkach akcje europejskich banków notowane są przy wskaźnikach na poziomie 0,3-0,5 ich wartości księgowej. W normalnych warunkach należałoby uznać to za niebywałą okazję.

Niestety, tym razem warunki nie są normalne i nikt nie spieszy się z większymi zakupami. Spadek kursów odbierany jest wręcz jako zapowiedź nadchodzących problemów – albo gigantycznych strat, albo braku płynności. Coraz częściej do działań pomocowych przystępują rządy. Częściowa nacjonalizacja banków w Europie Zachodniej stała się w ostatnich dniach normą.

Do niedawna wydawało się nam, że Polska gospodarka i nasze instytucje finansowe oprą się temu, co dzieje się wokół nas. Dziś wiemy, że będzie to bardzo trudne. Kursy polskich banków silnie zniżkują od początku. Pojawiają się niejednoznaczne informacje, co do kondycji właścicieli niektórych polskich banków i ewentualnej konieczności sprzedaży polskich jednostek. Czy jest to zapowiedź tego, że i nas nie ominą zmiany w strukturze własnościowej banków?

W tym kontekście pozytywnie należy ocenić projekty ustaw pozwalających na dokapitalizowanie polskich instytucji finansowych przez Skarb Państwa. Lepiej mieć plan niż go nie mieć, żyjąc ciągle nadzieją, że pesymistyczny scenariusz nie zmaterializuje się. Jeśli złoty nadal gwałtownie będzie się osłabiać, a zagraniczne spółki-matki ograniczą finansowanie polskim spółkom-córkom, nie można wykluczyć, że niektóre nasze banki będą potrzebować pomocy.

10:46, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Jednym z najważniejszych wydarzeń ubiegłego tygodnia była publikacja składników portfeli przez Polskie fundusze emerytalne. Wielkich zaskoczeń nie było, ale warto wskazać na kilka istotnych faktów, przynajmniej jeśli chodzi o część akcyjną.

Udział akcji w portfelach OFE był zdecydowanie najniższy w historii – 21,5% vs 26,9%-34,6% na koniec poprzednich rocznych odczytów. Notabene w rok 2008 wchodziliśmy z najwyższym historycznym udziałem akcji. Skończyło się 51% spadkiem WIG.

W części akcyjnej prym wiodą dwa banki – Pekao S.A. i PKO BP. OFE są generalnie przeważone w bankach względem giełdowych indeksów. Chyba nie wróży to najlepiej temu sektorowi, przynajmniej na razie.

W ubiegłym roku OFE obkupiły się akcjami Asseco. Wzrost udziału tej rzeszowskiej spółki w portfelach tylko częściowo można wytłumaczyć jej połączeniem z Prokomem Software. Zobaczymy jak ulubieniec inwestorów będzie spisywał się w 2009 r.

Zwraca uwagę silne niedoważenie w akcjach TP S.A. Być może tłumaczy to relatywnie silne zachowanie tych walorów. OFE nie są doważone również w innej defensywnej spółce – PGNiG.

Udział OFE w akcjonariacie wielu spółek jest bardzo wysoki. Przykładowo OFE kontrolują 67% akcji Elektrobudowy, 43% Vistuli, 37-38% Compa, Echa, Polimexu i Kęt. Z akcji giełdowych debiutantów OFE wartościowo kupiły najwięcej Cyfrowego Polsatu i Trakcji – chwała im za to, bo obie spółki zachowywały się znacznie lepiej od giełdowych indeksów.

Udział akcji zagranicznych nie notowanych na GPW w Warszawie wyniósł zaledwie 1,4% części akcyjnej – komentarz zbyteczny.

Reasumując, w przeciwieństwie do przełomu 2007/2008, udział akcji w OFE jest bardzo niski. Oznacza to, że fundusze powinny w tym roku stać zdecydowanie bardziej po stronie popytowej, stabilizując notowania na GPW w Warszawie. Proces ten może być dodatkowo wzmacniany tym, że na rynku obligacji mamy do czynienia z silną hossą, która wpływa na automatyczny wzrost udziału części dłużnej i kurczenie się udziału akcji w portfelach największych inwestorów na naszej giełdzie.
09:39, sebastian_buczek , Komentarze
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Pierwsze dni nowego roku przyniosły dość silne wzrosty na giełdach, również w Warszawie oraz spadek oprocentowania depozytów w polskich bankach, o czym nieco dalej. Kiedy pojawiły się nadzieje na wystąpienie legendarnego już efektu stycznia na rynkach akcji, inwestorzy przystąpili do… realizacji zysków, zmniejszając wzrost WIG po pierwszym tygodniu do +1,7%.

Z wydarzeń międzynarodowych warta odnotowania jest kolejna obniżka stóp przez Bank Anglii do 1,5%. Jest to najniższy poziom w historii (!), co podkreśla powagę sytuacji w brytyjskiej gospodarce. Niemcy z kolei podjęli decyzję o częściowej nacjonalizacji Commerzbanku, deklarując objęcie 25% pakietu akcji w tym banku.

Hossa obligacyjna w Polsce – zgodnie z naszymi oczekiwaniami – była kontynuowana. Przetargi 39-tygodniowych bonów skarbowych i 2-letnich obligacji wypadły wzorowo. Pod koniec tygodnia pojawił się dodatkowo popyt z zagranicy, co doprowadziło do dalszego wzrostu cen obligacji (i tym samym spadku rentowności obligacji 2-letnich do poniżej 5,0%, 5-letnich do 5,1% i 10-letnich do 5,4%). Nasz fundusz QUERCUS Ochrony Kapitału po pierwszym tygodniu nowego roku (do 8.01) zanotował solidny wzrost o 0,39%.

Wraz z nadejściem 1 stycznia banki wyraźnie zmieniły politykę depozytową. Po okresie walki o depozyty za każdą cenę przyszła pora na chwilę refleksji i gwałtowne obniżenie oprocentowania depozytów. Ponieważ w kolejnych miesiącach oczekujemy cięć stóp przez RPP do ok. 3,5%, poziom oprocentowania depozytów będzie się dalej wyraźnie kurczyć. Najlepszym sposobem na skorzystanie z procesu obniżania stóp jest zakup funduszy obligacji, ochrony kapitału lub gotówkowych. Na razie jednak tylko najodważniejsi inwestorzy korzystają z tej okazji, większość – jak zwykle – zreflektuje się za kilka miesięcy, kiedy hossa będzie się kończyć.
09:52, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 stycznia 2009

Rok 2008 był jednym z najgorszych na rynkach finansowych w ostatnich dziesięcioleciach. Główny indeks nowojorskiej giełdy S&P500 stracił na wartości 39%. Większy spadek zanotowano ostatnio tylko w latach 1930. Również na warszawskiej giełdzie ceny akcji znacząco straciły na wartości. Indeks WIG spadł o 51%, czyli najwięcej w historii.

Sytuacja na rynkach finansowych zaczęła pogarszać się od połowy 2007 r. Po latach prosperity w globalnej gospodarce zaczęły pojawiać się pierwsze wyraźne objawy nadchodzącego załamania. Pękła spekulacyjna bańka na amerykańskim rynku nieruchomości. Z dnia na dzień okazało się, że rzeczywista wartość instrumentów finansowych zabezpieczonych nieruchomościami jest znacznie niższa niż wcześniej uważano. Instytucje finansowe, których środki były ulokowane w tych instrumentach wpadły w poważne problemy płynnościowe. Wkrótce okazało się, że problemy dotyczące rynku nieruchomości i instytucji finansowych nie dotyczą tylko Stanów Zjednoczonych, ale również Europy, a w szczególności tych państw, które wcześniej przeżywały podobną do amerykańskiej, nieruchomościową bańkę spekulacyjną, czyli Irlandii, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.

Sytuację dodatkowo komplikowała druga bańka spekulacyjna – surowcowa. Na przestrzeni ostatnich lat ceny surowców wzrosły kilkukrotnie w stosunku do wcześniejszych poziomów równowagi. Przykładowo, cena ropy wzrosła z 25-40 do 140 USD za baryłkę. Pęknięcie bańki surowcowej nastąpiło w III kwartale 2008 r. Oznaczało to dramatyczne pogorszenie warunków rynkowych dla państw korzystających z surowcowego boomu.

Rynki finansowe załamały się na przełomie III i IV kwartału 2008 r. W krótkim czasie giełdowe indeksy spadły o kilkadziesiąt procent, ceny obligacji przedsiębiorstw obniżyły się do nienotowanych w historii poziomów, a waluty wielu państw zaliczanych do tzw. rynków wschodzących, w tym Polski, zniżkowały w zastraszającym tempie. Jednym z głównych powodów tak gwałtownej reakcji rynków był proces ograniczania finansowania różnych podmiotów i projektów przez banki i inne instytucje finansowe. Przykładowo, fundusze hedgingowe były zmuszone do zamykania pozycji ze względu na zmniejszenie dostępnej dźwigni finansowej oraz wycofywanie środków przez inwestorów.

Bessa dotknęła również polskich inwestorów. Ceny akcji na warszawskiej giełdzie znacznie straciły na wartości, najgwałtowniej w styczniu i październiku, kiedy przez światowe rynki finansowe przeszły spektakularne fale wyprzedaży. Od połowy 2008 r. wyraźnie osłabiała się nasza waluta. Po osiągnięciu poziomów 2 PLN/USD i 3,2 PLN/EUR w czerwcu, na koniec roku wartość złotego spadła do 2,96 PLN/USD i 4,17 PLN/EUR. Płynność niektórych banków obniżyła się tak bardzo, że były zmuszone w ostatnich miesiącach do oferowania depozytów na poziomie nawet 8-10%. Wzrost gospodarczy nie ucierpiał jeszcze tak bardzo. W pierwszych trzech kwartałach dynamika PKB wciąż wynosiła 5-6%, jednak z wyraźną tendencją do spadku w kolejnych okresach.

Jaki będzie rok 2009?

Mamy nadzieję, że na rynkach finansowych będzie lepszy niż miniony, chociaż w przypadku sytuacji gospodarczej, zarówno na świecie, jak i w Polsce, należy oczekiwać, że będzie gorszy. Najważniejsze nasze prognozy obejmują następujące punkty:
• Jesteśmy w trakcie bessy na rynku akcji i hossy na rynku obligacji. W perspektywie kilku najbliższych miesięcy bardziej prawdopodobne jest to, że oba trendy utrzymają się, niż że nastąpi zmiana, chociaż obecnie nie można wykluczyć wystąpienia tzw. efektu stycznia;
• Akcjom w średnim terminie nie będą sprzyjać złe dane makroekonomiczne i gorsze wyniki spółek. Na kursy polskich obligacji natomiast nadal korzystnie będą wpływać oczekiwania co do spadku poziomu inflacji i cięć stóp przez RPP;
• Surowce potanieją jeszcze i ich kursy wrócą do długoterminowych poziomów równowagi;
• Również nieruchomości mają przed sobą dalsze spadki, co w dużej mierze jest spowodowane problemami z finansowaniem ich zakupu;
• Za kilka miesięcy może jednak dojść do końca bessy na rynku akcji i poprawy sytuacji. Rynki finansowe zwykle z wyprzedzeniem dyskontują poprawę sytuacji gospodarczej, która powinna zmaterializować się pod koniec roku;
• Na polskim rynku pamiętajmy o OFE, które w 2009 r. będą odgrywać pierwszoplanową rolę po stronie popytowej;
• Złoty może wrócić do długoterminowego trendu wzrostowego dopiero po zakończeniu spadków cen akcji.

W najbliższym czasie radzimy inwestorom, by nadal przede wszystkim chronili kapitał, korzystali z hossy na rynku obligacji i czekali na prawdziwe okazje na rynku akcji i nieruchomości, chyba, że wierzy się w możliwość wystąpienia efektu stycznia, czyli silnego korekcyjnego wzrostu cen akcji w pierwszych tygodniach nowego roku.

08:31, sebastian_buczek , Komentarze
Link Dodaj komentarz »